Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Sennik. - czyli moja ukryta pasja do pisania...


Sennik. - czyli moja ukryta pasja do pisania...

Z dedykacją dla Katarzyny H., mojej przyjaciółki, mojej "sennej" inspiracji.  

                         SENNIK 
- czyli historia, która wydarzyć mogłaby się tylko we śnie....


Rozdział I
Wszystko zaczyna się od poznania na Litwie przez dwie siostry, pewnych dwóch braci, wspólny urlop od rzeczywistości, zalany laptop i niewinne żarciki.


Dzień miał się ku zachodowi. Był to ciepły wieczór. Początek lipca, około 19.00. Siostry jechały samochodem wraz z dwoma chłopakami. Byli to bracia, którzy mieli ładną, dużą willę nad jeziorem, otoczoną ciemnym, drewnianym, wysokim płotem. Było jeszcze dość jasno, a chłopcy mieli nadzieję, że uda im się jeszcze rozpalić ognisko. Jaśmina i Róża nazwane tak na cześć ulubionych kwiatów ich matki, która gdy były dorosłe, uciekła do stanów, wpatrywały się w widoki za oknem. Las, łąki, pola, czyste niebo. Robert prowadził samochód, a Maciek, co chwila spoglądał w lusterko, w którym widział Jaśminę zapatrzoną w przemijający krajobraz za oknem. Dziewczęta ubrane były raczej skromnie, ale nie wyzywająco. Róża miała szarą bluzkę na ramiączkach z małym fioletowym motylkiem z prawej strony i krótkie czarne spodenki. Na stopach japonki w kwiatki. Jaśmina była w kremowej sukience ozdobionej w motywy folklorystyczne, do kolan, na cieniutkich ramiączkach, do tego sandałki w stylu rzymianek, które zdjęła w samochodzie. Bracia byli ubrani może nie tak samo, ale obaj na czarno i w bojówkach moro. Robert długich, Maciek do kolan. Jechali czarnym dużym samochodem marki lexus, oczko w głowie Roberta. Maciej też miał samochód, ale terenowy i chwilowo stał na warsztacie. Róża również była kierowcą, ale przez tych kilka dni chciała zaszaleć, tak, więc oznajmiła, że kierowcą nie będzie, woli być pasażerem i się wyszaleć jak trzeba. Jaśmina nie potrafiła prowadzić samochodu. Była bardziej małomiasteczkowa, nie lubiła miast, zwłaszcza tych dużych, choć dostrzegała ich piękno i uroki i wolała jeździć konno niż samochodem. Ciemno włosa Róża i czarno włosa Jaśmina ocknęły się z tego letargu, w jakim były, gdyż właśnie dojeżdżali do celu swej podróży. Już w oddali dom braci poznanych dwa miesiące temu na wycieczce na Litwę, prezentował się pięknie i bogato. Czyli tak jak lubiła Róża. Jaśmina wolałaby domek w stylu wiejskim. Kiedy wjechali na podwórko od razu zaczęli się rozpakowywać, Robert pokazał dziewczynom, gdzie mogą zostawić swoje rzeczy, a mieli tego trochę, przyjechali na tydzień przynajmniej. Maciek zaczął szykować ognisko. Dziewczęta chciały odpocząć od życia codziennego, Róża, jako pracownik administracyjny miała dość biurka, a Jaśmina, jako pisarka być może znalazłaby nową inspirację. Była niestety w mało wakacyjnym nastroju. Czuła się jakby miała lekką depresję. Jak twierdziła, widziała za dużo szczęśliwych ludzi, a sama nie mogła jakoś ułożyć sobie życia. Z całego ich towarzystwa tylko Robert i Róża byli parą. Oni dwoje nie mieli ze sobą tak dobrego kontaktu, uważali się zwyczajnie za przyjaciół. Choć dobrze zbudowany, przystojny, z lekkim zarostem i długimi włosami Maciek był w typie Jaśminy. Ona nie wiedziała, jaki typ dziewczyn on lubi.
Jaśmina miała ze sobą swój laptop, w którym zapisywała swoje myśli, spostrzeżenia, miało to na celu stworzenie chociażby szkicu jakiejś nowej historii. Jeden z wpisów wygląda tak: "idziesz do parku i widzisz tyle szczęśliwych par, rodzin, robią sobie wspólne zdjęcia, w necie widzisz zdjęcia ludzi, których chciałabyś poznać, ale to jest nie realne, bo nawet nie wiesz gdzie takich szukać. niby wychodzisz do ludzi, poznajesz nowych, kolejnych i jeszcze innych, ale to nadal nie to i czujesz, że nie jest tak jak byś chciała, żeby było i chcesz poznać ludzi o takich samych pasjach i patrzeniu na świat jak ty, ale za cholerę nie potrafisz, nie wiesz gdzie i to jest najbardziej dołujące" Jaśmina nie miała w zwyczaju pisać w szkicach po kropce nowego zdania z dużej litery. Róża opowiadała jej w tym czasie, że rozmyślała jak to by było być mamą dziewczynki, mieć córeczkę, Jaśmina słuchała jednym uchem i wypuszczała drugim. A przynajmniej tak się wydawało. Siedziała wpatrzona w ekran laptopa z okularami w czarnej oprawce na nosie.
- Jesteś w ciąży i modlisz się o córeczkę ? - zapytała lekko drwiącym głosem.
- Nie, tak tylko się zastanawiam.
- Skąd nagle takie myśli ? Zawsze było "najpierw praca, kariera, potem ewentualne dziecko".
- Nie wiem, ale myślę, że by było fajnie.
Siedziały tak i rozmawiały w ogrodzie, siedząc na podwieszonej bujanej ławce ogrodowej. Było na niej kilka poduszek i dwa koce z polaru, wszystko zielono - brązowe. W ogrodzie było pełno kwiatów, drzewka owocowe były w sadzie obok, kilka krzewów, krzaków, o ogród dbał ogrodnik. Było też oczko wodne z tyłu, bliżej ławki było miejsce na ognisko, grill był nieco dalej od tego miejsca, był to grill ceglany. Ładnie wkomponowany w krajobraz ogrodu.
- Co do dziewczynki podoba mi się imię Natalia.
- A chłopiec ?
- Nie myślałam nad tym.
Jaśmina tylko wyglądała tak jakby wpatrywała się w ekran, tak naprawdę patrzyła znad okularów na Maćka rozpalającego ognisko i szykującego ogniskową ucztę.
- Żeby mieć dzieci jest potrzebny seks.
- Dzieci w podstawówce to wiedzą, nie musisz w tym wieku mnie uświadamiać, myślę że w wieku 22 lat już wszyscy o tym wiedzą.
Maciek usłyszał to i odwrócił głowę lekko w ich stronę i spojrzał na nie rozbawiony.
- Tak, wiem. Informuję cię, że to prędko nie nastąpi, nie uświadamiam cię. Tym bardziej, że tą przyjemność miałam tylko raz w ciągu tych dwóch miesięcy.
- Czyżby miał małego smutnego korniszonka jak mój były ?
- Nie. Maczugi też nie ma, ale jest dobrze wyposażony.
Jaśmina przyciszyła głos. - Ja to bym chciała wiedzieć jak wyposażony jest Maciek.
- Nie sądzę, aby miał małego smutnego korniszonka.
- Jeśli nie mogę go mieć, to lepiej żeby miał.
Maciek przyniósł już wszystko na ognisko, które ładnie się paliło. Robert też już wrócił, pojechał w między czasie jeszcze po alkohol. Kilka piw, trochę wina.
Jaśmina zostawiła laptop na ławce i usiadła bliżej ogniska na pieńku, było tam takich pieńków cztery, czyli po jednym dla każdego. Otworzyli piwo, opiekali kiełbaski. Rozmawiali, śmiali się, Maciek przyniósł gitarę i trochę przygrywał, trochę śpiewał, Jaśminie bardzo podobał się jego głos. Był dla niej głosem wyjątkowo pięknym. Kiedy było już zupełnie ciemno i całkiem późno, kilka piw wypito i otworzono pierwszą butelkę czerwonego wina idealnego do mięsa, Maciek spostrzegł, że Robert i Róża i tak nie zwracają uwagi na całą resztę świata, pewnie mogliby się tam zapalić od tego ogniska i nic, więc zabrał Jaśminę do domu. Usiedli tam w salonie. Alkohol zrobił swoje. Maciek zaczął rozbierać Jaśminę. A ta się nie wzbraniała. Również zaczęła go rozbierać. On zaczął ją całować w szyję. I tak coraz niżej i niżej, aż doszedł do pępka i zbliżał swoje usta niżej, gdy nagle rozległ się huk i błysnęło tak jasno, jakby chciało kogoś oślepić. W jednej chwili zaczął padać ogromny deszcz. Ciągle błyskało, co chwila strasznie grzmiało. Róża z Robertem wbiegli do domu cali mokrzy, nie było na nich suchej nitki.
- Laptop.
- Co laptop ? - zapytał Maciek ubierając Jaśminę, która była co widać lekko pijana.
- Laptop został na ławeczce.
- Pójdę po niego. I tak jestem mokry.
Robert przyniósł laptop, ale był tak przemoczony, że nie wiadomo czy nadawał się jeszcze do użytku.
- Jutro to sprawdzimy, a teraz może połóżmy się spać. Późno już.
Maciek zabrał Jaśminę na górę, a ich dwoje zostało w salonie, gdzie chcieli się kochać jedni, a kochali się drudzy. Kiedy skończyli nawet nie słyszeli najcichszego odgłosu z góry, jakby tamtych dwoje zniknęło lub zwyczajnie spali. Tych dwoje z góry poszło nie na piętro, a na strych, gdzie urządzone było mini studio, w którym można nagrać demo. Żadnych super sprzętów, ale zawsze coś. I tam dokończyli co zaczęli.
Rano Robert wstał pierwszy i poszedł na górę po jakieś ciuchy. Zajrzał też do pokoju Maćka, ale tam było pusto. Poszedł więc na dół do kuchni, może ich nie zauważył, ale tam też nikogo, zaparzył więc kawę. Tyle było korzyści z pójścia do kuchni. Słusznie stwierdził iż poszli się zaszyć do studia. Z tego studia korzystali różni znajomi braci i nie tylko. Za drobną opłatą nagrywały tam swoje kawałki zespoły z nimi zaprzyjaźnione i całkiem im obce, które zasłyszały o tym miejscu.
- Może się nie znam, ale z tego co wiem tak się ubrań nie suszy.
Jaśmina kiedy zeszła na dół, zastała w salonie widok co najmniej nie ciekawy. Wszędzie porozrzucana bielizna i jeszcze mokre ciuchy. Róża leżała jeszcze w łóżku i oglądała telewizję. Robert zrobił wszystkim kawę. Maciek jeszcze spał na poddaszu.
- A mój braciszek gdzie ?
- Lepiej żebyś na razie go nie widział.
- Coś ty mu kobieto zrobiła.
- Wygląda jak ubiczowany, ale spokojnie, to tylko ślady po moich pazurkach.
- Oszczędź mi. Proszę.
- Tu widzę, nie gorzej się działo.
- Już zacząć ci streszczać czy obejdziesz się bez tego ?
- Wyobraźnia robi swoje. Fakty zostaw dla siebie.
- Dzień dobry wszystkim. O kawka, bardzo dobrze.
Maciek rozejrzał się po salonie.
- Ale ogarnąć mógłbyś jednak i nie chwalić się co robiliście tu na dole.
Z uśmiechem i porozumiewawczym spojrzeniem popatrzył na brata.
- Jaśmina możesz mi powiedzieć czemu mnie boli ucho ?
- Gryzę.
- Co ?
- Podczas seksu gryzę.
- Ah. - po raz kolejny ten sam uśmiech zadowolenia pojawił się na jego twarzy.
- Nie chcę smęcić od rana, ale co z moim laptopem ? Muszę na czymś pracować, a i chciałabym odzyskać moje dane.
- Spokojnie mój kumpel się grzebie w elektronice. Ja i Róża jedziemy dziś do miasta, więc podrzucimy twój laptop. A kiedy nas nie będzie, spróbuj nie zjeść mojego brata.
- Spróbować mogę, ale nie obiecuję.

Kiedy Robert i Róża pojechali do miasta Maciek zaczął ćwiczyć na gitarze, a Jaśmina zamieniła notes elektroniczny na zwykłe kartki i zaczęła zapisywać swoje myśli czarnym tuszem długopisu. Łatwiej jej było wszystko robić na laptopie, ponieważ mogła dodawać obrazki, zdjęcia, cytować innych, etc.
„Księżyc wyglądał jak cieniutki, godny pożałowania rogal, tak jakby piekarz oszczędzał na składnikach. Dziewczyna (imię wymyśli się później) siedziała po turecku i obserwowała tego przystojnego młodzieńca jakim był jej współlokator.”

Współlokator ? Serio ? Nie stać cię na nic więcej ? Trochę kreatywności dziewczyno.
Jaśmina słuchała jak Maciek brzdękał coś na gitarze. Chyba układał jakąś melodię. Nie zdawała sobie sprawy, że kilka swoich myśli zapisała na kartce. „Co mi odbija” ? Kiedy Maciek tak grał przypomniała się jej piosenka jednego z jej ulubionych zespołów. Melodia tej piosenki stała się natrętna i nie mogła się skupić. Na dodatek dźwięk gitary. I widok Maćka w całej swej doskonałości właśnie stanął jej przed oczyma. I nie tylko to stanęło jej przed oczyma. W porównaniu do tego co jej były miał między nogami, on ma tam… Jeśli przedstawić to co faceci mają między nogami jako pocisk do czołgu, to ten koleś ma tam cały czołg. Na dziś nie było mowy o pisaniu.
Postanowiła więc, że zwiedzi dom. Na dole była bawialnia, z niej przechodzi się do pokoju, w którym stoi fortepian, jest łóżko, biurko i kilka zdjęć oraz pamiątek. Z tego pokoju można przejść do pokoju obok, czyli do salonu. Z salonu wychodzi się do jadalni. Z jadalni można przejść do bawialni, robiąc kółko i na korytarz. Z korytarza do łazienki, naprzeciwko łazienki są drzwi wejściowe. Idąc dalej korytarzem mamy spiżarnię po tej samej stronie co łazienka i naprzeciwko schody na górę, dalej naprzeciwko wejścia do jadalni, jest wejście do kuchni. Idąc na górę na przeciwko schodów na piętrze jest łazienka, tuż obok graciarnia, w której są po prostu stare graty. Nad jadalnią jest drugi jakby salon z drewnianym okrągłym stołem. Z niego idzie się do sypialni po lewej stronie lub do pokoju gościnnego idąc prosto od wejścia do salonu. Z sypialni przechodzi się do pokoju, w którym są kolejne zdjęcia, figurki, pamiątki. To pewnie sypialnie braci, są jedna nad drugą. Nad kuchnią jest jeszcze jedna sypialnia. Dosyć ładnie urządzona i z myślą o dzieciach. Z tego co wie, pokój ten jest dla dzieci ich kuzynki, która czasem tu z nimi i z mężem przyjeżdża. A wyżej jest już tylko wspomniane wcześniej studio, w którym niesamowitą noc przeżyła z Maćkiem, grającym tam sobie właśnie. Weszła po kilku schodach i zobaczyła, że drzwi są uchylone. Temu słychać jak gra. Schody i poręcz były drewniane. W jadalni był piec kaflowy. Podłogi również były drewniane, prócz w łazienkach i kuchni. Kuchnia była wesoło zielona, na kafelkach były zatopione w żywicy kwiaty, pokoje brązowe, sypialnie w sumie trzy, dwie na na górze, jedna na dole, fioletowe, łazienki niebiesko piaskowe. Kafelki tam były niebieskie z piaskowymi wzorami w kształcie muszelek, rozgwiazd czy rybek. Dom z zewnątrz wygląda bogato, ale dopiero wnętrze jest zachwycające. Przynajmniej dla Jaśminy. Wychodząc z domu jesteśmy od razu w ogrodzie, idąc na prawo wychodzimy na podjazd odgrodzony od reszty, a na lewo jest sad. Jaśmina wyszła właśnie do sadu. Usiadła po turecku na trawie i próbowała o niczym nie myśleć. Przyszedł do niej kot i zaczął się łasić. Czarno biały kotek. Z początku siedziała na trawie nieruchomo niczym kamień i ignorowała kota, ale uległa jego kociemu, uroczemu mruczeniu i kiedy chciała go pogłaskać, kot ją podrapał, na szczęście nie mocno w lewą dłoń. Wstała szybko z trawy i pognała kota, który uciekł do sąsiadów. Sama poszła do domu opłukać rękę zimną wodą. Kiedy weszła do kuchni był tam też Maciek, robił sobie drugą kawę. Jaśmina opłukiwała ranę wodą.
- Co się stało ?
- Kocur mnie podrapał.
- Skarpetek ?
- Nie wiem. Widzisz podrapał mnie i się nawet nie przedstawił. Łotr.
- Taki czarno biały ?
- Aha.
- To skarpetek. Pewnie chciałaś go pogłaskać ?
- Aha.
- Jest trochę dziki.
- Coś ty ?
- Boli ?
- Trochę.
- To trzeba będzie uciąć.
- Bardzo śmieszne.
- Będziesz bez jednej dłoni. W końcu masz dwie, zawsze jedna jest.
- Twoje żarty nie są śmieszne.
- A ty mi chciałaś odgryźć ucho.
- No w nocy jakoś pretensji oto nie miałeś. Wyglądało nawet na to, że wręcz przeciwnie.
Maciek uśmiechnął się tylko i zapytał czy też chce kawy.
- Oczywiście, że chcę. Nie ma życia bez kawy.
Poszli wypić kawę do sadu, wśród drzew owocowych. Jabłonka, grusza i śliwa pięknie się prezentowały. Usiedli na trawie opierając się o gruszę.
- Może później popływamy ?
- Gdzie ?
- Tu niedaleko jest jezioro. Można popływać.
- Jasne jest jeden problem ?
- Jaki ?
- Ja nie umiem pływać.
- Żartujesz ? Przecież to proste.
- Nie żartuję.
- A masz jakiś strój ?
- Nie koniecznie, ale coś mogę zorganizować.
- Jak dla mnie możesz pływać topless.
- To, że zrobiłeś mi kawę jeszcze nie znaczy, że zasłużyłeś na ten widok.
- Przecież cię widziałem.
- Byłeś pijany. Ile z tego pamiętasz ?
- Dobra. Tu mnie masz.
Siedzieli tak jeszcze trochę i rozmawiali o głupotach zupełnych. Co smakuje lepiej ciasto z jabłkami, czy ze śliwkami ? A może dżem gruszkowy ? Wydawał się wtedy innym facetem. Takim otwartym, wesołym, można by nawet powiedzieć beztroskim. W tej chwili to nie był ten dojrzały facet jakiego znała do tej pory, który nie zachowuje się tak beztrosko jak jakiś nastolatek. Jego nie znana do tej pory osobowość również przypadła jej do gustu. Kiedy tak dziwnie miło spędzali czas, zadzwonił telefon Jaśminy.
- Siostrzyczko moja kochana… - zaczyna się nie ciekawie pomyślała i miała rację.
- Niestety twój laptop nie nadaje się do niczego. Ale udało się odzyskać znaczną część plików. I chyba wszystkie dokumenty jakie miałaś tam zapisane.
- No pocieszające to nie jest szczerze powiedziawszy.
- Cóż. Dobre też kartka i długopis. Nie martw się, jak tylko dostaniesz tantiemy za poprzednią książkę to kupisz sobie coś nowszego i lepszego.
- Czyli mam czekać miesiąc. Świetnie. No ten dzień zaczyna się wręcz rewelacyjnie. Najpierw kot, teraz laptop.
Jaśmina za poprzednią książkę, jakże humorystyczną o zombie, wampirach i innych demonach, które spiskują by przejąć świat, miała dostać kilka tysięcy złotych. Za miesiąc. A do tej pory ? Żyj jak umiesz. No cóż, na szczęście nie jest źle. Zawsze odkłada coś na czarną godzinę.
Przed obiadem zjawili się Róża i Robert. Od razu przystali na propozycję Maćka o tym, żeby popływać, jednak Jaśmina nadal była co do tego sceptyczna. Chociaż miała kolejny pretekst by znów móc zbliżyć się do niego. Założyła jakiś stanik i odpowiednie figi, ręcznik i poszli popływać w jeziorze. Wystarczyło podejść kilka metrów do lasu i przejść się kawałek tymże właśnie lasem. Woda była odpowiednio ciepła. Aż chciało się w niej pluskać. Tylko na tyle odważyła się Jaśmina. Ale nie długo się pluskała. Maciek zaczął uczyć ją pływać. Przy okazji mógł ją trochę po obmacywać, co jej nie przeszkadzało. Do czasu. Nie mogła doczekać się wieczora. Niczego nie zaplanowała, ale miała na niego ochotę i nadzieję, że powtórzą to co działo się poprzedniej nocy.
Róża i Robert pływali i obściskiwali się w wodzie prawie na drugim końcu jeziora, które wcale małe nie było. Za to położone w uroczym miejscu. Wokół całego jeziora był las, była tylko jedna wąska dróżka, która tu prowadziła. Można by idąc lasem to jezioro minąć i nawet o tym nie wiedzieć.
Jaśmina zaczęła łapać o co chodzi i próbowała sama płynąć. Maciek ją asekurował. Dobrze się przy tym bawiła. On także jak poczuła ręką, która dotknęła jego krocza pod wodą, co nie było zamierzone, przepływała obok i się na ten „czołg” natknęła.
Kiedy zgłodnieli pojechali po uprzednim wysuszeniu się i przebraniu w bardziej wyjściowe ciuchy, do miasta, do restauracji. Bracia znali tu jedną bardzo dobrą i całkiem tanią restauracyjkę, która na pewno spodoba się siostrom. Nie pomylili się. Restauracja, choć w kolorach szarych miała kwiatowe akcenty na stolikach z pomarańczowymi obrusami, pełno zdjęć starej wsi, koni i stare, ręcznie robione instrumenty dęte i smyczkowe. W tym mniej znaną sukę biłgorajską. Zjedli tam pyszny domowy obiad, jak również deser. Omawiali co mogliby robić przez resztę wolnego czasu, mieli w końcu jeszcze pięć dni tylko dla siebie. Robert wpadł na pomysł, żeby pojeździć konno. Nieopodal jest stadnina. Można by również pozwiedzać okolicę rowerem. Jaśminę jednak mniej obchodziło to co będą robić jutro, myślami była już w porze wieczornej i rozbierała Maćka wzrokiem.
Kiedy rzeczywiście nadszedł już wieczór usiedli w bawialni i grali w gry planszowe. Róża i Robert skapitulowali jako pierwsi i poszli do pokoju obok bawialni. Jak się domyślała, była to sypialnia Roberta. Natomiast Maciek i ona poszli na górę do sypialni, która znajduje się nad bawialnią. Tam Jaśmina w końcu dostała to czego tak bardzo chciała. Nie musiała już go rozbierać wzrokiem, mogła w końcu zębami. I czym tam jeszcze chciała. Znów całą ją całował. Najbardziej jednak lubiła, kiedy całował ją po szyi. Poddawała się mu, miał ją jak chciał, ale ona nie była obojętna i wbijała w jego plecy swoje paznokietki, znów gryzła go za ucho, dobrała się też do jego sutków. Nawet tamtej burzowej nocy nie miała takiego orgazmu jak teraz, gdy była na nim. Nie koniecznie podobało mu się to na dłuższą metę. To on wolał dominować w łóżku. Nie miała nic przeciwko. Nigdy, w ogóle nie przeżywała takich rozkoszy. Po wszystkim patrzyła jak leży obok niej zmęczony, jak zasypia.
Znów to ona wstała wcześniej niż on. Spał sobie smacznie na brzuchu przytulając się do poduszki. Szkoda, że nie do niej. Zeszła w samej bieliźnie na dół. Dobrze, że w ogóle ją znalazła. Stanik był na podłodze, ale co majtki robiły na kwiatku, który stoi na parapecie ? Swoją drogą to ładny był kwiatek. Fiołek, kwitł właśnie na niebiesko. Kiedy była na dole i weszła do jadalni usłyszała kobiece jęki. Wycofała się do kuchni i zaparzyła kawę. Usiadła na szafce i czekała. W końcu przyszła jej siostra.
- Kto powiedział, że noc jest do spania ? Chyba ten kto nie wiedział co nocą robi się w łóżku. Nocą, nie już od samego rana.
- Dobry seks nie jest zły. O żadnej porze.
- Rano to się kawę piję, owszem możesz z mleczkiem, ale ja tam wolę bez.
- Z mlecz… aaa. Ha ha. Zabawne.
- Wczoraj on kawkę, dziś ty ?
- Nie, poszedł pod prysznic. Robię mu kawę bo chce, zresztą sobie też robię.
- Dzień dobry piękne panie.
- Cześć Maćku. Jak twoje ucho tym razem ?
- Oj, żeby tylko ucho. – Przy czym demonstracyjnie zaczął masować sutki. – Twoja siostra mnie zagryzie któregoś razu.
- Kaganiec nałóż. Niech cię tak nie gryzie. Słyszysz kobieto ? Miałaś mi nie zjadać brata.
- Już wspominałam chyba, że się postaram, ale niczego nie obiecuje.
- Trzeba ją lepiej karmić ja tak sobie myślę. Może głodna się robi ?
- Oj braciszku, braciszku. Ja przynajmniej mam coś po dobrym seksie, a ty co ?
- A ja jestem zadowolony.
- Ja też. Oj też.
- I jeszcze mi powiedz, że ci się to podoba.
- Przynajmniej wiem, jaki jestem dobry. Inaczej nie wbijałaby we mnie paznokci.
- Twoja skromność jak zwykle mnie powala bracie.
- Tutaj nie ma co być skromnym, bracie...
- Panowie. Kawa. A ty mój chłopcze chodź na górę.
- Co z mlekiem jednak ?
- Oj siostra, tylko jedno tobie w głowie.
Po kilku następnych dniach spędzonych na jeździe konnej, spacerach, wycieczkach rowerowych, ognisku, grillu i dobrym seksie, czas było wracać do obowiązków życia codziennego. Róża musiała wracać do biura, a Jaśmina miała trochę materiału zapisanego na kartkach notatnika, który kupiła sobie będąc w mieście. Bracia odwieźli je i wrócili do siebie. Sami również musieli wracać do swoich obowiązków. Maciek miał projekt do zrobienia jako, że był architektem, a Robert prowadził swoją firmę, robił cegły, dachówki, płoty, wszystko co było potrzebne do wybudowaniu domu, czyli zamienieniu projektu w realną i namacalną rzecz. Tak, obaj bracia prowadzili firmę budowlaną. Z tym, że Maciek był odpowiedzialny za projekty, prowadził biuro projektowe.
Siostry wróciły na swoją ulicę Przygodną. Mieszkały razem w drewnianym domku jednorodzinnym, w którym były dwa pokoje, kuchnia, łazienka i poddasze, na którym Jaśmina miała swoje lokum. Pracowała tam i spała. Na jakiś czas pożyczyła laptopa od siostry, żeby móc jakoś zacząć pracować. Od razu po przyjeździe sprawdziła swoje emaile. Jej wydawca już czekał na nowe dzieło. I lepiej, żeby nie było kolejną komedią, miała zabłysnąć czymś innym. Może coś z doświadczenia ? Erotyk ? Czemu nie. Ale czy będzie potrafiła tak odważnie pisać ? Jeśli nie zacznie na pewno się nie dowie. Przejrzała jeszcze kilka swoich notatek z notesu.
„Kiedy siedzisz w przychodni i tak sobie czekasz, masz nagle sto pomysłów na życie, wchodzisz do gabinetu, dowiadujesz się, że wszystko gra i nagle tych sto pomysłów gdzieś znika. Nie ma zmartwień, nie ma nic. Kiedy boisz się, że możesz nie zdążyć czegoś zrobić, dopiero wtedy zaczynasz to robić. Normalnie tylko planujesz i nie robisz nic w tym celu bo twierdzisz, że masz czas. Nie wiem tylko skąd to stwierdzenia w twojej głowie ?”
Kiedy je przeglądała przyszedł email od jej wydawcy.
„Mam nadzieję, że pracujesz nad czymś. Pieniądze będę wkrótce na twoim koncie. Nie wiele. 6 tysięcy. Czekam na próbkę nowego dzieła. Nie zawiedź mnie.”
Jak miała go nie zawieźć ? Nie miała jeszcze nic. Prócz kilku nieskładnych notatek.

Rozdział II
Tajemnice ojca, dziwny chłopak w garniturze, szofer i niebezpieczeństwo.

Jaśmina udała się do pobliskiej apteki. Ta szalona myśl, aby tam się udać prześladowała ją od kilku dni. Ale był tego powód. Podczas spaceru na uspokojenie nerwów, weszła do apteki.
- Dzień dobry.
- Witam, w czym mogę pomóc ?
Rozglądała się i szukała za szybkami jakiegoś testu, ale żadnego nie dostrzegła. Apteka była wyjątkowo pusta. Miła starsza pani w okularkach, o pokręconych blond włosach, krótkich, przez co jakby w nieładzie czekała na odpowiedź.
- Poproszę test ciążowy.
- Jaki ?
- Negatywny, jeśli można.
- Słucham ?
- Jakikolwiek. Najlepiej taki, żeby móc na niego nasiusiać.
- Bardzo proszę, 25 zł.
- Dziękuję. – podała dokładnie taką sumę jak trzeba, a test schowała w czeluściach swojej torebki.
Strasznie tęskniła za Maćkiem. Chciała go przytulić. Chociaż tyle. Wiedziała, że Róża w stosunku do Roberta odczuwa tak samo. Nie miała jednak czasu myśleć o seksie i głupotach, seks nie był głupotą, ale nie mogła nawet o nim myśleć. Musiała pisać. Czekała też na zaległe pieniądze, ten zakup nie był rozsądnym wydawaniem pieniędzy. Ale nie mogła czekać w kolejce do ginekologa, nawet nie wiedząc czy ma po co. Nie czekając dłużej poszła do domu zrobić test na "być czy nie być". Była tak spokojna jak woda w szklance wody trzymana przez faceta z Parkinsonem, któremu palą się spodnie i tańczy lambadę. Tych kilka minut trwało wieczność. Ale wieczność się skończyła. Bogom wielkim niech będą dzięki. Nie jest w ciąży. Jedno zmartwienie mniej, ale było kolejne. Pisać do cholery, pisać. Ale gdy tylko zasiadała do pisania, miała przed oczyma coś o czym próbowała na chwilę zapomnieć. On nagi. Męski, silny. Jakby bóg jakiś zstąpił z niebios. I te jego niebieskie oczy. Postanowione. Napiszę erotyk. Ale dziwnie będzie pisać w sumie rzecz biorąc o nim i o sobie. Pozmienia to i owo. Jakoś to będzie. Coś się zawsze napisze. Tylko, żeby Marek, jej wydawca tak jej nie cisnął. Była strasznie głodna, ale nie chciało jej się schodzić na dół. Siedziała w swej pracowni. I nic. Pustka.
- Chyba jednak coś zjem.
Kiedy zrezygnowana zeszła na dół zobaczyła, że jej krewna Violetta właśnie wychodzi. Nie zwracając na to zbyt wielkiej uwagi poszukała w lodówce czegoś do jedzenia. Nie wnikała nawet czego chciała, jakoś za sobą nie przepadały.
Róża za to bardzo dobrze wiedziała po co przyszła Violetta. Ale jakoś nie miała odwagi podzielić się tym z siostrą. Violetta przyniosła porwany notatnik jaki znalazła w domku na Litwie, w którym mieszka, wcześniej mieszkał tam ich ojciec, ona domek wynajmowała. W notatniku był taki oto wpis : „Mam córki, z których jestem dumny. Byłbym bardziej gdyby zajęły się pracą w firmie. Ale mam również syna. I tu zawiodłem.” Okazuje się, że siostry mają brata. Dalej było napisane : „Nie spełniłem wobec niego obowiązków takich jak wobec córek. Jest mi z tym ciężko. Wiem, że źle mu z tym, ale nasze spotkania po latach były raczej udane.” „Córy moje powinny go poznać, w końcu to ich brat.”
Róży załamał się świat. Ma brata. One mają brata. Brata. Zaczęła się zastanawiać jak by to było wychowywać się jeszcze z bratem. Czy jest starszy, młodszy ? Jak wygląda ? Czyli ojciec miał kochankę ? Zdradzał ? Violetta wspomniała jeszcze, że powinny zabrać papiery ojca z mieszkania i oddać firmie, być może ich potrzebują. Jaśmina też o tym pomyślała już wcześniej, ale nie znalazły w mieszkaniu ojca niczego z firmy. Nie szkodziło poszukać raz jeszcze. Zasugerowała to siostrze pałaszującej właśnie bogato zrobione kanapki, ser, szynka, pomidor i ogórek, sałata i sos do kanapek.
- Tak, możemy pójść do mieszkania. Nie wiem czy coś tam znajdziemy. Ostatnio nie było nic.
- A może gdzieś głębiej to schował. Bądź co bądź to ważne papiery. Chyba takich rzeczy nie trzyma się na wierzchu ?
- Nie oczywiście, że nie. Jak tylko zjem, możemy się tam wybrać.
- A jak pisanie ?
- Jestem dziś tak zaangażowana w pracę niczym aktorka filmów porno w dialogi.
- Dlaczego ciągle nawiązujesz do seksu ?
- Bo głodnemu chleb na myśli.
- Lepiej ten chleb jedz. Inny zostaw w spokoju.
Kiedy Jaśmina zaspokoiła choć jeden ze swych głodów, dziewczyny wybrały się, aby poszukać jeszcze raz w mieszkaniu ich ojca dokumentów z firmy, tym razem chciały to zrobić dokładniej i skrupulatniej. Ojciec ich zmarł prawie rok temu, miał wypadek samochodowy. Ten, który go spowodował również zginął na miejscu. Rachunek wyrównany.
Mieszkanie było spore, więc miały trochę metrów do przeszukania. Był salon, jadalnia, kuchnia, sypialnia, pokój gościnny i garderoba, którą również przetrząsnęły. Nic. Wyszły więc na balkon odetchnąć i odpocząć.
- Narobiłyśmy tylko bałaganu.
- Myślisz, że coś znajdziemy ? Może ojciec zwyczajnie nie miał tych czy innych dokumentów u siebie w mieszkaniu ?
- Ja już nic nie myślę. Po prostu mam nadzieję, że jeśli ich nie znajdziemy to nic się nie stanie. Może nie są ważne.
- Dziewczyno, to firma kosmetyczna. Tam są receptury, nowe pomysły, reklamy. Wszystko jest ważne.
- Kocham cię, och złudna nadziejo.
- Róża, patrz. To sąsiadka ojca.
- I co ?
- Czy ona nie ma męża ?
- Ma. To pewnie on.
- Myślisz ? Ta stara prukwa wychaczyłaby takiego młodego chłopaczka ?
- Może to jej syn ?
- I całowałaby go w ten sposób ?
Faktycznie, starsza pani około pięćdziesiątki, ubrana w bardzo elegancki czerwony kostium i z drogą co można było zaobserwować z daleką, biżuterią, obściskiwała się z młodym, na oko 35 letnim mężczyzną. Jej makijaż był łagodny, fryzura wołała o lepszego fryzjera i nową farbę. Była dziana. Nic dodać, nic ująć. Wcisnęła młodemu mężczyźnie plik banknotów, raczej nie małego nominału i poszła w kierunku wejścia do klatki budynku.
- Bogaci ludzie na starość głupieją, albo jak ja potrzebują dalej dobrego seksu.
- Może napisz o tym książkę ?
- O czym ? O tym, że stare prukwy też chcą seksu. Są namiętne, choć stare i wyzwolone, choć pomarszczone ?
- Nie. Myślałam akurat o erotyku, ale twoja fantazja nie jest mi obca i możesz spróbować napisać o starych prukwach rządnych seksu.
- Tak, jedna z bohaterek będzie w kostiumie sado maso i z pejczem w ręku. Takim czerwonym kostiumie. Jak miłej sąsiadeczki.
- Może to tylko chłopak do towarzystwa, wiesz taki, z którym tylko się pokazujesz, ale nic z nim nie możesz robić. Chyba, że on chce.
- Lub za drobną opłatą. Męskie dziwki.
- Słuchaj, może pójdziemy do biura ojca ?
- Ale po co ?
- Zabierzemy stamtąd jego osobiste rzeczy. Akurat tam nie byłyśmy jeszcze.
- A to już prawie rok. Może wyrzucili jego rzeczy ?
- Tak myślisz ?
- Bo ja wiem. Ej, skoro minęło tyle czasu, a nikt się o nic nie upomina, to może wszystkie papiery są oddane ?
- Może, ale znasz ojca. Zawsze trzymał to co najważniejsze u siebie, bo nie ufał nikomu w firmie. Był na odpowiedzialnym stanowisku. Zresztą pomyśl. To on był odpowiedzialny za nowe receptury, może jest tu gdzieś jakaś, której oni nie mają ?
- Chcesz zarobić na jego pomyśle ?
- A dlaczego ma się marnować ?
- Marnuje się to akurat mój talent, w tej pustej głowie, która nie chce myśleć i sklecić kilku zdań na początek.
- Pojadę do biura.
- Jedź, ja wrócę do domu. Spróbuję coś napisać. Albo zwyczajnie będę myśleć o Maćku.
Jaśmina wróciła do domu. Zasiadła z laptopem na łóżku. Najpierw poczta. Nie ma żadnych nowych wiadomości. Dobrze, więc można zacząć pracować nad czymś nowym. Mózgu. Myśl.
Zaczęła pisać to, o czym rozmawiały z siostrą na balkonie. O starszej pani rządnej nowych i ciekawych przeżyć seksualnych.
„Nogi lubiły jej się rozkładać, jakby jechała na wrotkach i nogi się same rozjeżdżały na bok. Zapraszała w swe progi młodych panów, którzy chcieli zarobić. Płaciła dobrze. Na biednego nie trafiło. Była stałą klientką nie tylko tej męskiej dziwkarskiej agencji, ale również wielu sex shopów. Uwielbiała gadżety. Od sztucznych penisów, przez dziwne świece zapachowe w kształcie penisów, po wyuzdane stroje. Kochała kuse koronki. Widok jej wielkiego, starego pięćdziesięcioletniego tyłka w stringach dla niewielu się podobał. Dla reszty nie musiał. Nie miało to znaczenia. Ważne było to co chłopcy mieli robić, dla nich z kolei ważna była zapłata. Tak pruderyjnej kobiety nie widział świat. Nie nasz polski zaścianek. W tym chrześcijańsko katolickim kraju została by zakazana przez kościół, gdyby ten się o tym dowiedział, co czyni ta kobieta chodząca co niedzielę, w eleganckim stroju do kościółka. Na dodatek z taką dobrą opinią wśród sąsiadów.”
Nie, to chyba nie przejdzie. – pomyślała. A może… Jaśmina siedziała i pisała dalej. Miała w pokoju ekspres do kawy, zaparzyła sobie jedną dobrą, mocną filiżaneczkę „a nich to wszystko szlag trafi jeśli dziś nic nie napiszę” i pisała.
W tym samym czasie Róża przeszukała biuro ojca, ale nie znalazła nic prócz jego rzeczy osobistych. W tym ukrytego w szufladzie zdjęcia jej brata. Jej i Jaśminy, której powinna o tym fakcie powiedzieć, a czego jeszcze nie zrobiła. Wychodząc z biura, o mało nie wpadła na młodego, przystojnego i wysokiego, na dodatek szczupłego chłopaka w garniturze o czarnych, krótkich włosach. Dziwnie się jej zaczął przyglądać. Kiedy wyszła na parking podjechała akurat czarna firmowa limuzyna. Z samochodu przywitał się z nią szofer. Dobrze znała Kacpra. Był w średnim wieku, lekko puszysty, z tego co słyszała miał żonę i dziecko w wieku gimnazjalnym. Zawsze krótko przystrzyżony, gładko ogolony i jak zawsze uśmiechnięty.
- Witam. Dawno żeśmy się nie widzieli.
- Dzień dobry. Nie miałam jakoś ochoty tu wcześniej przychodzić.
- Rozumiem panią. Ale co to ? Widzę rzeczy pani ojca ?
- Tak. Zabieram je w końcu.
- Zauważyła pani tego młodzieńca pod krawatem w garniaku ?
- Tak. Dziwnie mi się przyglądał.
Jakby wiedząc o kim mówili, chłopak wszedł do budynku.
- Czyli pani nie jest świadoma ?
- Czego ?
- Widzę, że nie. To pani kuzyn. Dalszy, ale kuzyn. Chce tutaj firmę ponoć całą przejąć.
- Niech przejmuje, co mi do tego ?
- Panienka nie rozumie. Nie wie. A wiedzieć powinna. On wie, że pani ojciec tu duże miał zasługi. Plotka chodzi, że on ma jakieś złe zamiary wobec pani. Głównie pani.
- Nie rozumiem.
- Panienka wsiądzie, odwiozę do domu.
Róża wsiadła do samochodu nie rozumiejąc, co ten poczciwiec do niej mówił.
- Bo pani Różo to jest tak. Są słuchy, że pani ojciec zostawił bardzo ważne notatki. A w nich nowe proporcje, pomysły, składniki. On był całą firmą. Chciwi ludzie zrobią wszystko. Nawet za granicę wywiozą.
- Coś mi niby pan sugeruje ?
- On ma układy z bogatym Brazylijczykiem. Jakiś czas temu zasłyszałem rozmowę jego z kimś, gadał przez telefon. Powiedział, że jedną z córek wywiezie do Brazylii. Miał na myśli panią lub siostrę. Później powiedział, że łatwiej będzie z Różą. Jaśminą się zajmie inaczej. Nie mają panie prawa się tutaj pałętać, póki nie wiadomo kto ma wszystkie lub częściowe udziały w firmie. Znaczy nikt w firmie nie wie, on tak. Reszta szuka papierów, które wskazują na właścicieli. Tę tajemnicę znał pani ojciec i jego współpracownik, którego nikt nie zna.
- Skąd więc on wie ? I czego chce od nas ?
- Myślę, że panie mu przeszkadzają w ten sposób, że mogą wiedzieć, gdzie są te dokumenty. Jakby pań nie było, mógłby spokojnie na tym łapy położyć.
- No niech pan przyzna, że to trochę naciągane.
- Ale słowo daje, żem tak słyszał. Że pozbyć się chce.
- I nie powiadomiłeś nas wcześniej ?
- Ale, żem był. Tylko was nie było w domu. Trzy dni przychodziłem, aż dałem spokój.
- Może wtedy pan przychodził jak byłyśmy na wakacjach. Ale co on robił w firmie ?
- On jest dyrektorem działu zarządzania produkcją. Mówi ile tego czy tamtego mają wyprodukować, a co przestać, co podwoić. I fatalnie traktuje swoją sekretarkę. Biedna Anna. Tak się stara.
- I tak to brzmi naciąganie.
- Jak panienka uważa, ale żeby nie było, że nie ostrzegałem.
Róża wysiadła z limuzyny, Kacper przywiózł ją pod dom. Kiedy weszła do środka, zaczęła wypakowywać rzeczy ojca z pudełka, w które je zapakowała. Zdjęcie brata schowała w swoich rzeczach osobistych. Nie była gotowa powiedzieć Jaśminie. Ale była skłonna uwierzyć, że ten młody facet to był jej kuzyn. Na wszelki wypadek postanowiła to sprawdzić. Zadzwoniła do Violetty.
- Halo ?
- Cześć to ja Róża.
- Hej, wybacz, ale nie mam teraz czasu. Możesz zadzwonić później ?
- Nie. Mam tylko jedno pytanie.
- No dobra, o co chodzi ?
- Czy my mamy jakiegoś kuzyna, dalekiego kuzyna ? Wiesz o kimś o kim ja nie wiem ?
- Ma na imię Kamil. Po śmierci waszego ojca, wrócił do Polski z Brazylii. Muszę kończyć, pa.
Brazylii… Czyli mógł mówić prawdę ? Nie. Przecież takie rzeczy dzieją się w filmach. Porwanie ? To głupie. Coś mu się przesłyszało i tyle.
- Aaaaaaaa!!!!!!
Krzyk z góry usłyszało chyba całe sąsiedztwo. Jaśmina mało ze schodów nie spadła zbiegając.
- Maila, dostałam Maila ! Od Maćka. Będą. Razem z Robertem ! Jutro !
- Robert ?! Nareszcie się z nim zobaczę. Och jak się zdążyłam stęsknić. Znów się do niego przytulę. I będę mogła go drażnić.
- W końcu seks !
- Czy ty naprawdę… ? O co ja w ogóle pytam ?
- Musimy posprzątać. I zrobić zakupy.
- Ty zakupy, ja sprzątam.
- Jak chcesz.
Kiedy Jaśmina wróciła z zakupami, mniej i bardziej potrzebnymi, kawą, mięsem, serami, jogurtami, pieczywem i słodyczami, pomogła jeszcze Róży w sprzątaniu kuchni.
- Znalazłaś coś w biurze ojca ?
- Nie nic. Kompletna strata czasu. Ale wiesz czego się dowiedziałam ?
- No mów.
- Mamy dalekiego kuzyna, który chce przejąć firmę.
- No ładnie. Jak ma na imię ?
- Kamil. Jest podobno problem.
- Jaki ?
- Nie wiadomo do tej pory, do kogo należą akcje. Te tajemnicę znał ojciec i jakiś jego tajemniczy współpracownik. Szukają tych dokumentów teraz, do kogo należy firma. I dokumentów ojca. Dotyczących kosmetyków.
- O, czyli jednak coś miał, czym nie zdążył się podzielić z firmą.
- Tak. Podobno ten kuzyn nasz jeszcze wie. Ale jego słowo raczej jest niewiele warte wobec faktów, a fakty to dokumenty.
- A skąd on wie ?
- Skoro to nasz kuzyn, to może rozmawiał z ojcem ? Myślę, że ojciec mógł coś przed nami ukryć.
- Przyznaj, że raczej nie dzielił się z nami szczegółami dotyczącymi firmy. Choć chciał, żebyśmy w niej pracowały. Przynajmniej kiedyś o tym wspomniał, pamiętasz ?
- Tak, pamiętam.
- Chyba jest już czysto.
- Tak. Idę wziąć kąpiel.
- Ja pójdę na górę, popracuje jeszcze póki mogę.
Rano Jaśmina wstała w wyśmienitym humorze. Zaparzyła jak zawsze kawę, wzięła z lodówki jogurt, zjadła go i zaczęła pić kawę. Jeszcze w samej bieliźnie wyszła do ogródka za domem, usiadła w słońcu na krześle ogrodowym i rozmarzona patrzyła w niebo. Była siódma rano, chłopcy mają przyjechać o dziesiątej. Jej siostra przyszła do ogrodu nieco bardziej ubrana, ale kompletnie nie uczesana.
- Jak twoja powieść czy co tam piszesz ?
- Nieźle. Dziś wyślę tekst.
- To o czym będzie ?
- Powiem jak Marek zatwierdzi pomysł.
- Nie chcesz zapeszać ?
- Może.
- Zrobię śniadanie.
- Zrób. – odpowiedź była kompletnie obojętna. Wszystko było jej obojętne, nawet to, że sąsiedzi widzą ją pół nagą.
Koło dziesiątej dziewczyny czekały z niecierpliwością na chłopaków. W końcu upragniony dzwonek do drzwi. Kiedy Jaśmina otworzyła zastała tam listonosza.
- Dobry.
- Witam. List dla pani Jaśminy.
- Gdzie podpisać.
- Tutaj. – listonosz wskazał miejsce na papierku, wręczył list i poszedł.
- Ciekawe co to ?
Jaśmina z rozbrajającą obojętnością otworzyła list. Było to zaproszenie na targi książki. Nie była zainteresowana. Ale kiedy drugi raz dzwonek zadzwonił, zabiło jej mocniej serce. Nie tylko jej. Tym razem Róża otworzyła. Rzuciła się komuś na szyję. Jaśmina wiedziała, że w końcu są.
- A mnie ktoś się rzuci na szyję ?
- Pewnie.
Jak powiedziała, tak też zrobiła i uściskała go tak mocno, jakby przynajmniej pół roku się nie widzieli. A to było ledwie kilka dni.
Dziewczyny pokazały im swoje pokoje. Tym razem to oni przyjechali na kilka dni. Może ich dom nie był tak zachwycający jak dom braci, ale nie przyjechali tu dla domu. Dziewczyny zaprosiły ich do kawiarni. Później pozwiedzali trochę miasto. Chłopcy są z zupełnie innego, większego. Z miasta, z którego uciekli do miasteczka. Jaśmina z tego wszystkiego zapomniała jednak wysłać maila z tym co już napisała. Wrócili więc do domu, Robert z Różą zabrali się za robienie obiadu. Natomiast Jaśmina i Maciek poszli na górę. Wysłała w końcu maila. Kiedy tak siedziała przy okrągłym, drewnianym stoliku, Maciek zaszedł ją od tyłu. Zaczął całować ją po szyi, tak jak lubiła. Jej pokój był zaciemniony. Łóżko stało w kącie, stół na środku, szafa stała na lewo od wejścia, obok niej duże lustro, dalej była mała łazienka z prysznicem. Pod ścianą naprzeciwko schodów stała półka z książkami. Właściwie biblioteczka. Obok wejścia po prawej stronie była półka z rzeczami takimi jak figurki, zdjęcia. Dalej za tą półką było łóżko. Stało w rogu. Obok łóżka było okienko, dokładnie na środku ściany, przez które wpadało słabe światło. Po lewej stronie okienka, również w kącie stał fotel i lampka oraz mały stolik z barkiem. Na nim ekspres do kawy. Nie miała wiele w pokoju. Zauważył, że drukarka stała na podłodze obok biblioteczki.
Wziął ją za rękę, wstała od stolika, przy nim były trzy krzesła, na jednym siedziała. Pociągnął ją w stronę łóżka. Pragnęła go, ale on chciał tylko położyć się obok niej, wtulić do jej piersi i tak spokojnie leżeć i rozmawiać. O niczym ważnym ta rozmowa nie była. Zwyczajnie. O bzdetach. W końcu zeszli na dół czując miły zapach obiadu. Zjedli ciepły posiłek, po którym wylegiwali się na słońcu w ogródku. Dzień dziś mijał szybko. Pary spędzały go w swoim towarzystwie. Róża zaciągnęła Roberta na spacer, a Jaśmina wzięła Maćka do pubu. Wrócili późnym wieczorem. Położyli się do łóżka i zasnęli. Rano obudziła się w jego objęciach. On już nie spał. Czekał, aż ona się obudzi. Kiedy tylko się rozbudziła zaczął zdejmować z niej bieliznę. Koronkowe majteczki wylądowały razem z czarnym stanikiem na podłodze. On już był nagi. Zaczęli się kochać tak jakby to miał być ich ostatni raz. Ani razu nie pozwolił jej dominować, chciał, żeby była całkowcie mu uległa. Kiedy skończyli byli zmęczeni. Miło zmęczeni. Jaśmina wstała i wzięła prysznic, wtedy przyszedł Maciek i zaczął ją do siebie przytulać.
- A przyszedłeś tu, żeby się ze mną wykąpać, czy powtórka z rozrywki.
- A co, jeszcze ci mało ?
- Mnie jest zawsze mało.
- Właśnie zdałem sobie sprawę, że ani razu mnie nie ugryzłaś podczas seksu.
- Wiem. Muszę to nadrobić.
Przyparł ją do ściany i zaczął całować jej ciało. A ona wędrowała rękoma po całym jego ciele, odwzajemniając pocałunki i całując go w szyje. Woda wciąż lała się z prysznica. Nie przeszkadzało to im kochać się po raz drugi tego ranka, ale po raz pierwszy ona znów zaczęła gryźć jego ucho, szyję. Widać zaczęło mu się to bardzo podobać. Teraz był bardziej uległy. Kiedy skończyli zeszli na dół coś zjeść.
Róża chodziła w kółko po kuchni i zastanawiała się nad czymś.
- Co ty robisz ?
- Intensywnie myślę.
- Dziurę w podłodze zrobisz.
- O podłogę się nie martw.
- O co chodzi ?
- Widziałam go.
- Kogo ?
- Kamila.
- Kim jest Kamil ?
- Kamil to nasz kuzyn. Ja nie wiem jak wygląda, ale Róża tak. Widziała go pod firmą, w której pracował ojciec. I co w tym takiego ?
- Nie wiem co o tym myśleć.
- Najlepiej nic.
Róża postanowiła pójść do firmy i pogadać z kuzynem. Jej siostra została w domu. Bracia poszli zwiedzać okolicę, Jaśmina musiała trochę popisać. Jej wydawca zaakceptował pomysł i czekał na wstępny szkic. Miała dołączyć jak już Róża wróci i razem gdzieś pójść. Nie miało jej to długo zająć.
Róża weszła do budynku i od razu poszła do pokoju dyrektora zarządzania produkcją. Jej kuzyna nie było. Była za to sekretarka. Wysoka, szczupła blondynka imieniem Anna.
- Przykro mi, ale pana Kamila teraz nie ma. Może pani na niego poczekać.
- Tak też zrobię.
- Zaparzę kawy.
- Nie dziękuję.
- Czy ma pani do niego sprawę biznesową. Być może szybciej go ściągnę.
- Nie. I nie trzeba. Poczekam.
Czekała tak pół godziny, rozmawiając przez ten czas z Anną. Ubrana była jak typowa sekretarka. Krótka spódniczka, biała bluzka, żakiecik, w kolorze spódniczki, czyli ciemno zielony. A ona przyszła w zwykłej bluzce, jeansach i trampkach.
- Jeśli mam być szczera nie lubię pana Kamila. Traktuje pracowników jak śmieci i kompletne zero. Odradzam spotkanie z nim.
- Muszę się z nim spotkać.
- Dlaczego ?
- To mój kuzyn.
- Czyli to ty jesteś tą Różą.
- Jaką tą ?
- Uciekaj póki możesz.
- O co ci chodzi ?
- Słyszałam jak rozmawiał przez skypa z Brazylijczykiem. On chce panią wywieźć do Brazylii. Wiem bo znam ten język. Mam ciotkę w Sao Paulo.
- Dlaczego miałby mnie wywieźć ?
- Bo pani i pani siostra być może wiedzą o jakichś ważnych dokumentach. On chce je mieć. Chce przejąć firmę.
- Co wam wszystkim odbija z tym porwaniem ?
- Naprawdę. Uciekaj.
Róża poczuła się dziwnie. Nie wiedziała co o tym myśleć. Postanowiła wrócić jednak do domu i porozmawiać z siostrą.


Głosuj (0)

Sova 18:03:18 24/06/2013 [Powrót]









Info


Strona Główna
Było Was tu: 69462



Księga Gości


Księga Gości
Wpisało Się: 0
Dodaj do Księgi


O mnie



Poganin jestem! Poganin!
Dwurogie chwalę księżyce!
I lutą słowiańską Panię,
Marzannę-Bogurodzicę!
Jeśli chcesz Dodaj do Ulubionych


Kontakt






Link's


Ciekawe strony
Angry Birds
Rock i Metal po Polsku
From Hell
Rebel.tv
Macfra84 - You tube
WOLNE MEDIA
Metallica
Metallica
Metallica PL
Metallica ART
Metallica TV
Metallica VEVO Official
Muzyczne
Coma
Korpiklaani
Apocalyptica
Sabaton PL
Rootwater
Hunter
Jelonek
My Riot
My Riot
My Riot Facebook
My Riot You Tube
Pomóż !!
Pusta Miska
Humanitarni
WOŚP
Radia internetowe
Eska Rock
Sklepy internetowe
Dracula Clothing
Rock Metal Shop
bookiatryk.pl
Chocolissimo
SŁOWIANOWIERCY
Słowiańska Wiara
Rodzima wiara
RadioWid
To Było...


2013
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Grudzień
Listopad
Październik
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2011
Grudzień
Listopad
Fav's









Music


życiowo i trochę mniej na temat ;) o wierze w dawnych Bogów.