Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Sennik.


Sennik.

Rozdział III
Maciek znika. Róża opowiada o tym co mówił szofer i sekretarka. Idą do biura, ale tam znów zastają tylko sekretarkę. Ona domyśla się kto to zrobił i w jakim celu. Wszyscy trafiają do szpitala psychiatrycznego.


- Hej, już jestem.
- Widzimy. A nie widziałaś po drodze mojego brata ?
- A nie mieliście się przejść gdzieś razem ?
- No chodziliśmy, ale pomyślałem, że kupię jakiś alkohol, a on niech wraca do domu już. Bo mu się tutaj Jaśmina zatęskni.
- Dzwoniłam już kilka razy, ale nadal nie odbiera. O hej. Nie widziałaś Maćka ?
- Nie.
Nagle do Roberta dzwoni telefon. To Maciek.
- Bracie, gdzie jesteś ? Psy gończe mieliśmy spuścić.
- Stary słuchaj, taką propozycję dostałem, że głowa mała.
- Jaką propozycję ? - w tym momencie Jaśmina wbijała wzrok w Roberta.
- Kobietka z Ukrainy zadzwoniła na mój numer prywatny, sekretarka dała jej numer bo to było dla tej kobietki bardzo ważne. Chce żebym zaprojektował jej wille na Ukrainie. Tylko muszę najpierw teren zobaczyć. Bo to ma być dom wkomponowany w ogród. Zależy jej na czasie, więc pojechałem do biura po rzeczy.
- Ale człowieku, my tu wakacje mamy.
- Wiem człowieku, ale ty nie wiesz jednego. Hajs taki daje, że głowa mała.
- To kim Ona jest ?
- Żona milionera z Ukrainy.
- I wszystko stało się jasne. Kiedy będziesz ?
- Wieczorem. Rano niestety jadę zobaczyć teren.
Rozłączył się. Robert spojrzał na Jaśminę wiedząc, że nie będzie zachwycona. Wolał, żeby wkurzyła się teraz na niego, niż później na jego brata, więc wziął to na klatę.
- Więc, jest tak. Mój brat jest cały, dostał zajebistą ofertę od żony Ukraińskiego milionera, dziś wieczorem będzie tutaj, ale jutro rano jedzie na Ukrainę zobaczyć teren.
- Jak to ? Czyli mam rozumieć, że nie spędzę z nim zbyt wiele czasu ?
- Nie wiem, pewnie pojedzie tam i zaraz wróci, a jak teraz na dniach zajmie się projektem, to zrobi są wakacje później.
- Później ?! Później ?! Kiedy później ?! Ja muszę pisać ! Termin mnie goni ! Wydawca żyć nie daje ! A wiesz o czym piszę ?! O sfrustrowanej bogatej starej raszpli co chce się ciągle bzykać z młodymi męskimi dupeczkami, którym płaci. Jest przy tym niczym święta parafianka, a chodzi w wyuzdanych stringach i koronkach !
- Lepiej ?
- Nie ! Chwila... no może trochę.
- Oj Jaśmina. Pojedzie i zaraz wróci. Zobaczy teren, zrobi projekt. Nie martw się. Ty będziesz pracować, on będzie pracować. A później spędzicie na seksie tyle czasu ile będziecie wstanie, aż do momentu, że się nie ruszycie bo was będzie wszystko bolało.
- Piękna wizja. Piękna.
Kiedy Robert poszedł do ogródka posiedzieć na słoneczku, siostra pociągnęła Jaśminę na górę, żeby z nią porozmawiać.
- Posłuchaj. Dzieją się co najmniej dziwne rzeczy.
- Jakie ? I gdzie ?
- W firmie. Czy ty wiesz co szofer mi powiedział ?
- No jasnowidzem nie jestem. Ciemno też nie.
- Podobno Kamil chce się nas pozbyć. Nie w sposób dosłowny, że nas zabić, ale pozbyć się z firmy, żebyśmy się tam nie kręciły i żeby mógł położyć łapy na firmowych papierach, których tak wszyscy szukają.
- Fajny motyw.
- Anna, sekretarka Kamila mówi to samo.
- Daj spokój. Co to za głupie pieprzenie ?
- Nie mam pojęcia. Ale myślę, że coś jest na rzeczy. I ej, nie chce świrować, ale handel ludźmi się zdarza. Pamiętasz artykuł z gazety ?
- Tak. Kobieta handlowała ludźmi z Polski, którzy u niej wynajmowali pokój lub mieszkanie. I rzeczywiście, mielibyśmy przykład handlowania ludźmi, bo nasi znajomi mieli wynająć u niej mieszkanie w Anglii.
- Na szczęście to przekładali, przekładali, aż w końcu pojawił się artykuł.
- Ale to co mówią ci ludzie z firmy to przesada jakaś. Pewnie chcą nas nastraszyć, żeby się rzeczywiście dobrać do tych papierków. Nie daj się zwariować.
- Wiem. Nie daje. Ale to dziwne. Szofera znamy od kilku ładnych lat.
- A ile o nim wiemy ? Że ma żonę i dziecko w wieku gimbazjalnym ? Że jest zawsze sympatyczny i uśmiechnięty ? Ale czy to znaczy, że nie dałby się w coś wmanewrować za hajs ? Chce sobie dorobić to pewnie ma spółkę z tym całym Kamilkiem od siedmiu, może nawet ośmiu boleści.
- Może i tak, a sekretarka ? Podobno ją źle traktuje. Po czymś takim nie kryje się szefa.
- Podobno jak sama powiedziałaś. Odgrywają jakieś role za forse i tyle.
- Tak. Nie ma co. Pewnie masz rację.
Jaśmina została u siebie na górze, żeby dalej pisać. Róża poszła do ogrodu.
"Myślami była gdzieś daleko w tyle. Wrócił obraz z nad morza. Ciepłego morza. Na plaży co prawda było brudno, ale nie zwracali na to uwagi. Ona i jej kochanek. Kochanek adekwatny do jej wieku. Mieli po 25 lat. Byli młodzi, szaleni i szalenie w sobie zakochani. Potrafili kochać się jak zwierzęta. Oboje pracowali w agencji turystycznej. Ona była sekretarką w firmie, a on był jej młodym szefem, dostał agencję po ojcu. Ojcu, który postanowił uciec do Ameryki, żeby tam otworzyć kolejną. Z myślą o synu, który i to również odziedziczy, najpierw ucząc się biznesu w Polsce. Ona i on mieli się pobrać. Za dwa miesiące. Miała suknię. Sala była zaklepana. Orkiestra, nie, nie zespół, orkiestra była zamówiona. Catering miał być z najlepszej restauracji. To miał być ich ślub marzeń. No ok, jej ślub marzeń. Faceci nie przykładają do tego tak wielkiej uwagi. Chociaż on garnitur miał szyty na miarę, u najlepszego krawca. Po rodzicach dostał nie tylko agencję, ale również dom po ich wyprowadzce. Już przed ślubem mieszkali razem. Teraz podziwiali zachód słońca. Wydawało się, że to był przedsmak szczytu ich szczęścia. Owszem szczęście było, ale szczytu nie zdobyli. Dlaczego ? Miesiąc przed ślubem oznajmił jej w liście, że zostawia jej agencję i dom, ale sam wyjeżdża do stanów i nie wróci. Niech go nie szuka. Chciał dać jej szczęście, ale nie potrafił tak naprawdę z nią być. Uciekł, odszedł. Jak zwał tak zwał. Ona agencję sobie zostawiła, ale ich dom po jego rodzicach odsprzedała i kupiła duże mieszkanie. Resztę pieniędzy ulokowała na koncie. To był dla niej szok i wstrząs. Nie była tą samą kobietą. Owszem dalej kochała się z mężczyznami bez opamiętania, ale nie wiązała się z nikim. Stała się zimną osobą odporną na uczucia. Chodziła do kościoła, za dnia elegancka, poukładana, ale wieczorem aż do rana, demon seksu. Nie potrafiła już inaczej. Nie chciała już inaczej. Liczył się dla niej tylko seks. Kiedy dowiedziała się o agencji towarzyskiej dla pań, miała każdego faceta stamtąd. Nie żałowała pieniędzy. Często byli tam młodzi chłopcy z malutkich miast i wsi, którzy uciekli dla lepszego życia. Nie wiem na ile męska dziwka to lepsze życie, ale każdy jest kowalem swego losu. Gdyby ktoś się o tym dowiedział z jakich usług korzysta, może i by było jej lżej na duchu. Nie musiałaby niczego ukrywać, wszystko robiłaby jawnie. Czego miała się bać ? Opinii starych sąsiadek ? Młodych dobrze sytuowanych małżeństw ? Miała to gdzieś. W końcu była bogata. Mogłaby się wyprowadzić gdyby sąsiedzi zbytnio ją drażnili."
Jaśmina pisała tak do wieczora, próbując zapomnieć o tym, że nie spędzi zbyt wiele czasu z Maćkiem. Była smutna i zawiedziona z tego powodu, ale przecież on ma pracę i ona ma pracę. Może to nie był czas dla nich na wspólne go spędzanie. Wieczorem zjawił się wraz z aparatem i kilkoma przyborami, aby mógł nakreślić wstępny szkic na miejscu. I zapisać sobie fanaberie bogatej klientki co do wyglądu domu, wnętrza i czego by tam jeszcze chciała. Kiedy wrócił już nawet nie była na niego zła. Wykrzyczała się na Roberta.
Noc spędzili na całkowitym oddaniu się sobie, pieszczotach i igraszkach. Byli jak postacie z jej powieści. Robili to dziko i z fantazją. Ale liczyła na to, że on nie odejdzie i nie zostanie na Ukrainie. Błagała w duchu, by dał jej szczęście, nie wolność.
Postanowił pojechać wcześnie rano. Nie chciał jej budzić, pocałował ją tylko w czoło, zabrał swoje rzeczy i pojechał swoim terenowym samochodem. W ciągu dnia zadzwonił do brata, że jest prawie na miejscu i wróci za dwa dni, znalazł fajny hotel w pobliżu i zostanie tam trochę.
Robert ciągle był w domu sióstr. Wychodzili z Różą każdego dnia zostawiając Jaśminę samą, żeby mogła pracować. Zabierał ją do knajp, pubów, restauracji, a wieczorem robił jej masaże, następnie kochał się z nią tak, jakby nic poza tym gdzie są, nie istniało. Było tu i teraz. Nie zwracali uwagi na nic. Nawet na to jak są głośno.
Minęły trzy dni, w ciągu których Maciek się nie odzywał. Kiedy Robert dzwonił, aby się dowiedzieć jak mu idzie, ciągle włączała się poczta. Zadzwonił do sekretarki i poprosił o kontakt do klientki Maćka. Posłuszna sekretarka podała numer komórkowy, na który Robert od razu zadzwonił. I tu abonent nieosiągalny. Zapytał więc sekretarki przez telefon czy może wie coś o owym zleceniu. Nie wiedziała, ale poszła poszukać czegoś w rzeczach Maćka. I znalazła. Adres, gdzie ma powstać dom. Robert znał brata, potrafił się nie odzywać kilka dni, ale telefon odbierał kiedy ktoś sam się utrudził by do niego zadzwonić.
- Nie wiem co się dzieje. - zwrócił się do Róży, gdy tak po raz kolejny siedzieli razem w jej ogródku, popijają zimne piwo.
- Stało się coś ?
- Tak, mój brat ma ciągle wyłączony telefon.
- Może to bardzo ważne zlecenie i nie chce by ktoś przeszkadzał ?
- Jeśli robi to zlecenie, to klientka również powinna zgłosić się do mnie. Jeśli chodzi o budowę domu to tu jest spółka. On i ja. On taki dom projektuje, my dostarczamy materiały. Do dużych projektów się z reguły nie dotykamy, ale domy, wille, wtedy musi mieć też naszych robotników i nasze materiały. Jeszcze jedno jest dziwne.
- Co takiego skarbie ?
- Klientka też ma ciągle wyłączony telefon.
- To już rzeczywiście dziwne.
- Podobno gdzieś tam jest hotel. - wtrąciła Jaśmina, która usłyszała ich rozmowę z kuchni.
- Tak i co z tego ?
- Internecie, ratuj. Poszukaj tego miejsca, znajdź hotel w pobliżu, na pewno adres i telefon będzie. Zadzwoń i się dowiedz czy tam jest.
- To jest pomysł.
Robert wziął swój laptop. Wpisał w wyszukiwarkę miejsce, gdzie ma powstać dom i wyszukał hotelu w pobliżu. Znalazł numer i adres. Zadzwonił. Poprosił o połączenie go z Maciejem Wilkiem. Recepcjonistka poinformowała go, iż nikt taki nie wynajmuje u nich pokoju. Pomijam tu fakt, że jest coś tak ciekawego jak ochrona danych osobowych, ale jak widać w małych hotelikach na odludziu jeszcze o tym nie słyszeli. Robert opisał jeszcze swojego brata, ale recepcjonistka przeprosiła go i powiedziała, że nikogo takiego tu nie ma.
- Jak to ? Może jest w jakimś innym hotelu ?
- Innego nie ma. Szukałem. On nie odbiera. Jego klientka nie odbiera. W hotelu w pobliżu, w którym miał być, go nie ma. Co teraz ? Mam obdzwonić wszystkie hotele w Ukrainie ?
- Raczej nie. Ale zadzwoń tylko do tych w miarę blisko.
Posłuchał w równym stopniu jak on zmartwionej Jaśminy i dzwonił. Zadzwonił w sumie do pięciu hoteli, ale nigdzie go nie było.
- Pojadę tam.
- O nie ! Żebyś ty mi jeszcze zniknął. Jeśli ty tam jedziesz to ja jadę z tobą.
- Nic mi się nie stanie. A jeśli nawet, to ty będziesz bezpieczna.
- Nawet tak nie mów. Nie jedź nigdzie, wezwij policję.
- I co im powiem ? Mój dorosły brat pojechał na Ukrainę robić projekt dla bogatej paniusi i przepadł jak kamfora ?
- No chociażby i tyle dobrze by było.
- Nie. Najpierw sam tam pojadę. Obadam sytuację.
- Więc jadę z tobą.
- Ty moja droga wracasz do pracy. Ja jadę sam. To mój brat.
- Jadę z tobą. Nie muszę iść do pracy, a jak kilka dni nie popiszę, nic się nie stanie. Wydawca się wścieknie, ale nikt mnie nie zwolni za to.
- A jeśli naprawdę coś jest na rzeczy ? Chcesz ryzykować ?
- A chcesz sam ryzykować ?
- Nikt ze mną nie jedzie.

Kiedy Robert następnego dnia pojechał szukać brata, dziewczyny myślały nad tym co mówiła Anna i szofer. Niektóre rzeczy mogłyby do siebie nawet pasować. Ktoś chce kogoś wywieźć, nagle nie można się do nikogo dodzwonić, miał być w hotelu, a go nie ma. Róża i Jaśmina poszły do firmy. Chciały się spotkać z Kamilem. Jak poprzednim razem i teraz go nie było. Był na hali prodkcyjnej. Został również odpowidzialny za sprawdzanie przebiegów testów. Mianował się samozwańczym szefem firmy. Dziewczyn mało to obchodziło. Chciały tylko zweryfikować plotki i dobrać mu się do dupy, jeśli rzeczywiście mógł mieć związek ze zniknięciem Maćka.
Robert w tym czasie był w hotelu, w którym miał zatrzymać się jego brat. Wypytał jeszcze raz obsługę hotelu o to czy jest tu taki, a taki lub czy był. Żadna odpowiedź nie była zadowalająca. Okazało się, że według pracowników jego tutaj nigdy nie było. Pojechał więc w miejsce, gdzie miał stanąć dom. Może tam coś się dzieje.
Róża poznała Anne z daleka. Była ubrana w tem sam sposób co jakiś czas temu, na zielono biało.
- Dziś zastaniemy Kamila ?
- Niestety. Jest na produkcji. Coś przekazać ?
- Nie. Kiedy wróci ? I lepiej żeby ta odpowiedź mnie satysfakcjonowała ! Jest podejrzany o porwanie ! Porwanie mojego faceta, a to się kurwa nie godzi !
- Ah więc to tak. Zaczął od ciebie.
- Co ode mnie ? Co ty w ogóle pierdolisz ? Kim ty jesteś ?
- Jestem tu sekretarką. Kamil mówi po portugalsku płynnie, mieszkał tam jakiś czas, ja też mówię płynnie w tym języku, dlatego wiem o czym rozmawia na skypie.
- To jest jakieś doprawdy niedorzeczne.
- Ale on zrobi wszystko, żeby położyć łapę na tej kupie forsy jaką jest ta firma.
- On zna naszego ojca ?
- Wasz ojciec nie żyje. Nie wiem czemu zadajesz tak dziwne pytanie. Przecież jesteście krewnym. Oczywiście, że się znali. Inaczej jego by tu nie było.
- Czyli, że jak on się tu znalazł ?
- No więc, kiedy wasz ojciec jeszcze żył, kontaktował się z Kamilem, został nawet mianowany dyrektorem zastępczym, gdyby waszemu ojcu coś się stało. Był bardzo ważny w firmie.
- Dyrektorem zastępczym ? Na jak długo ?
- Różo, nie potrafię odpowiedzieć na takie pytanie. Ale wiem, że dopóki nie znajdą papierów wskazujących, kto jest faktycznym nowym właścicielem firmy, on nim będzie. Dlatego podejrzewając was, że coś wiecie, chce się was pozbyć.
- Niby w jaki sposób chce to zrobić, co ?
- Mówiłam już twojej siostrze. Na nią ma taki patent, że chce ją wywieźć do Brazylii. Ma tam zostać u jego znajomego. A na ciebie widocznie ma inny patent. Uderzył w czulszy punkt.
- I tak wybacz Anno, ale brzmi naciąganie.
- Niech sobie brzmi jak chce, ale powinnyście uciekać jak najdalej.
- A może ty masz coś z nim wspólnego, że każesz nam stąd tak szybko uciekać ?
- Oczywiście, że nie. Najchętniej uciekłabym razem z wami.
- Dlaczego ? Ciebie też chce wywieźć ? Pewnie też do Brazylii jak moją siostrę.
- Nie, ale podejrzewa mnie o to, że szukam czegoś na niego. Jakiegoś haka. Wszędzie widzi spisek. Po trupach do celu.
- Jakoś mnie to nie przekonuje. I tak poczekam tu na niego.
- Pomyśl Jaśmino. Jeśli to rzeczywiście jego sprawka ? To znaczy, że nie zawaha się przed niczym.
Jaśmina na serio zaczęło myśleć kim jest ten cały Kamil i do czego jest zdolny, co do siostry nie miała wątpliwości. Ona już wiedziała, że to sprawka Kamila, może jednak faktycznie trzymać się od niego z dala ?

Robert już sprawdził miejsce, gdzie ma rzekomo stanąć budynek. Ale tam jest tylko pole. Dosłownie. Kukurydzy dla zwierząt. Nie ma tam miejsca pod budynek. Wypytał sąsiadów czyje jest to pole. Był bowiem na wsi. W końcu jakaś staruszka w chuście na głowie wskazała mu dom jednego z tutejszych gospodarzy. Poszedł więc do ubogiej i niewielkiej chatki. Otworzył mu starszy pan, koło pięćdziesiątki. Widział go już z podwórka, więc Robert nawet nie zdążył zapukać.
- Dzień dobry.
- Dobry. O co chodzi ?
- Pan jest właścicielem pola z kukurydzą na paszę ?
- Owszem.
- Czyli nie sprzedał pan jej nikomu ?
- Nie, skąd.
- I nie stanie tam dom ?
- Ależ skąd ! Co pan ?
Robert powiedział mu, że jego brat miał projektować budynek, który powinien stanąć tutaj lub w okolicy, skoro tu jest pole kukurydzy. Ale pan starszy puknął się w głowę i pokazał mu na swoim przykładzie jak tu biednie ludzie mieszkają. Kto bogaty by chciał tu mieszkać ?
Robert dowiedział się również, gdzie mieszka bogata pani i w te pędy tam pojechał. Kawałek stąd znajduje się osiedle nowobogackich. Tam na pewno znajdzie kobietę, której szuka. Dokładny adres, podała mu sekretarka.

- Musicie uciekać ! Ja nie żartuje. Jeśli nie wierzycie, że to niebezpieczny człowiek, ucieknę razem z wami. Później się rozdzielimy. Musicie wiedzieć o jednym. On wie, gdzie mieszkacie. Wiem to, bo raz kazał mi znaleźć w archiwum adres waszego ojca, był tam również adres waszego domu, w którym obecnie mieszkacie. Nie zdziwiłabym się, gdyby was obserwował.
- To przestaje być śmieszne, robi się za to chore. Chodź Róża. Idziemy z tego wariatkowa.
Kiedy Jaśmina mówiła te słowa jakby przekonana o schizofrenii podwładnej swojego dalekiego kuzyna, tak naprawdę była roztrzęsiona w środku. Chciała stamtąd jak najszybciej wyjść. Miała bardzo złe przeczucia. Przypomniała sobie jak jej siostra chodziła po kuchni zdenerwowana bo widziała pod ich domem Kamila.
- Wiem, że papierów jeszcze nikt nie znalazł. A wy zapewne wiecie lub się domyślacie, gdzie mogą być. On chce was odsunąć od szukania. Dlatego mógł porwać twojego narzeczonego. Żebyś się zajęła szukaniem jego, zamiast papierów.
Jaśmina wprawdzie najpierw chciała poprawić sekretarkę i przyznać, że Maciek to tylko jej chłopak, ale opcja narzeczony brzmiała o wiele lepiej.

Robert znalazł się pod wskazanym adresem. Owszem była tam willa. Osiedle nowobogackich. Ale dopiero co w budowie. Budynki były w stanie surowym. To niemożliwe, żeby ktoś tu mieszkał. Kręcili się robotnicy, w te i nazad. Zapytał jednego o kierownika. Wskazał na grubego, łysego pana w czerwonej koszuli w czarną kratę. Reszta miała żółte koszulę w te samą czarną kratę. Podszedł i zapytał, gdzie może uzyskać jakieś informację o osobach, które wykupiły te domy, podał się za dekoratora wnętrz. Robotnik, nie znał się na ludziach za bardzo, kto od czego. Więc powiedział, że w biurze może porozmawiać z właścicielem firmy. Podał adres i pogonił chłopców do pracy.

Dziewczyny wróciły do domu. Róża zadzwoniła do Roberta. Nie miał ciekawych wiadomości. Dochodziło południe. Dziewczyny nie chcąc siedzieć w domu wybrały się do restauracji na obiad. Obiad, który mimo pysznego zapachu, świetnego wyglądu i cudownego smaku nie szedł im wcale. Kiedy tak siedziały i smętnie przeżuwały zobaczyły Annę. Rozglądała się tak, jakby miała wrażenie, że ktoś ją śledzi. Dopiero po kilku minutach zauważyła dziewczyny. Poddenerwowana dosiadła się do ich stolika.
- Robi się z nim coraz gorzej. Kiedy wrócił i dowiedział się, że panie znów tam były i znów nie poczekały na niego, zarzucił mi, że coś kombinuje przeciwko niemu, powiedział, że mnie zniszczy.

Robert znalazł się w biurze. Znów podając się za dekoratora wnętrz powiedział, że był umówiony pod domem z jego nową właścicielką, ale się nie zjawiła i poprosił o właściwy adres pani Haliny Slavicy. Lub chociaż numer telefonu do niej, gdyż na otrzymany nie może się dodzwonić.
- Jak to dekorator ? Wszystko w stanie surowym.
- Nie zna pan kobiet ? One nie potrafią właściwie ocenić ile budowa będzie trwała. Wezwała to byłem, a tu patrzę, stan surowy. Co tu projektować proszę pana ? Ale cóż. Nie znam adresu tej pani, a jestem bardzo zainteresowany pracą dla niej.
- Zaraz sprawdzę czy mam jej adres.
- Było by miło.
- Czy może pan powtórzyć jak ta pani się nazywa ?
- Halina Slavica.
- Ale nie mam tu nikogo takiego.
- A może jej mąż ?
- Slavica... nie nikogo.
- Może nie korzysta z nazwiska męża. To teraz takie modne wśród elit. Czy mimo wszystko ma pan adres osób, które będą miały ten dom ?
- Tak mam. Ale coś mi tu nie gra.
- Nie rozumiem.
- Oni sami są projektantami wnętrz.
Robert czując, że jego kłamstwo może zaraz wyjść na jaw, pospiesznie powiedział, że musiał pomylić place budowy. Przeprosił za kłopot i szybko wyszedł.

- Jak to chce cię zniszczyć ?
- Będzie ci kazał pisać wszystko ręcznie zamiast na komputerze, a później ostrzyć całymi dniami wszystkie ołówki, żeby na koniec dać ci pióro gęsie i atrament i kazać stworzyć dzieło na miarę Picassa ?
- Wybacz za siostrę. Jak chce cię zniszczyć ?
- Nie wiem, ale jest zdolny do wszystkiego.

Robert postanowił, że zajrzy do jakiejś restauracji z nadzieją, że gdy tam wejdzie zobaczy brata całego i zdrowego. Nie stało się tak. Natomiast, gdy już wyszedł po zjedzeniu kilku pierożków z jagodami, zobaczył samochód brata. Ale dlaczego stał na parkingu z używanymi autami do kupienia ? Wiedział, że to na stówę ten samochód. Tapicerka była charakterystyczna. W moro. Podszedł do właściciela dobytku na Ukraińskim gdzieś tam, gdzie sprzedawano samochody i namówił go, za drobną opłatą, żeby powiedział mu, kto sprzedał to auto.
- Pewna kobieta. Nie znam jej prawdziwych danych. Przedstawiła się jako Halina Slavica. Powiedziała, że to był samochód jej zmarłego męża i chce się go pozbyć.
- Proszę opisać mi to kobietę.
- Wysoka, blond, niebieskie oczy, chuda jak jakaś modelka. Ubrana była w brąz. Miała skórzane japonki. Zwróciły moją uwagę bo tak mocno błyszczały kwiatki na jej stopach, na tych butach znaczy. Długie włosy. Miała brązową spódnicę i bluzkę. Skórzane.
Robert zaczął się martwić, ale pomyślał, że może jego brat wdał się w mały romansik. Zadzwonił do dziewczyn, żeby powiedzieć, że niczego nie wie, prócz tego, że sprzedano jego auto.
Kiedy Róża rozmawiała z Robertem przez telefon, Jaśmina wyrwała go jej i kazała Robertowi szukać w lasach i opuszczonych domach. Niech to zgłosi na policję. Niech coś robi, skoro tam jest. Robert zgłosił zaginięcie brata na policję. Powiedział, że kobieta podała fałszywe dane i sprzedała jego auto. Policja zaczęła poszukiwania, razem z nimi Robert. Szukali w lasach. Przeszukali pustostany. W tej części Ukrainy nie znaleziono nikogo o podanym przez Roberta rysopisie. Zrezygnowany wrócił do Polski.

Natychmiast po powrocie pojechał do sióstr. Opowiedział im wszystko, następnie one powiedziały mu o prawdopodobnie chorej na głowę Annie, która twierdzi, że szef chce ją sprzątnąć i je też. Robert poczuł się dziwnie. Jakby sam zaczął wierzyć, że to może mieć jakiś sens. Poszedł złożyć na policję zawiadomienie o zaginięciu brata, który zapewne jest na Ukrainie, ale tego nikt pewien być już nie może. Pięć minut po tym jak wrócił zadzwonił dzwonek do drzwi. Róża otworzyła i zobaczyła przerażoną Annę.
- Uciekajcie, już ! On chce was dopaść. Wysłał na was sanitariuszy z psychiatryka. Chce was zamknąć. I mnie !
"Ciebie to może i by się zdało." - pomyślała Jaśmina.
- Wiecie, że widziałem karetkę ze szpitala. Z Choroszczy. Rzeczywiście sanitariusze wyglądali jakby kogoś szukali.
- Mówię wam, on chce was dopaść.
- A ja tobie mówię...
Nagle karetka skręciła w ich ulicę i szybko zbliżała się pod dom sióstr, by chwilę później zwolnić przy domu.
Anna wbiegła do środka, Róża zamknęła drzwi, sanitariusze zaczęli dzwonić i pukać.
- Halo, przecież wiemy, że tam jesteście ! Proszę otworzyć. To dla nas nie miła sytuacja, ale musimy was zabrać na badania.
- Uciekajmy stąd, błagam !
- Szurnięta może mieć rację. Wiejemy. Tyłem ! - Jaśmina rozkazująco wskazała na ogród.
Wszyscy czterej uciekli tamtędy i przez podwórko sąsiada. Nie wiedzieli dokąd uciekać, póki co, po prostu biegli przed siebie.

- Witaj przyjacielu.
- Witaj Paulo.
- Kiedy przybędzie moja bella, co mi ją obiecałeś w zamian za jej udziały firmy ?
- Będzie jak będzie, na razie wszystko zgodnie z planem. Anna wkupią się w ich łaski. Narzeczony Jaśminy porwany, więc ta nie będzie sobie po planowanej ucieczce zawracać głowy papierkami. Kiedy dotrą na Ukrainę Róża będzie łatwym celem...
Kamil rozmawiał jak zawsze w swoim biurze w firmie przez skypa ze swoim przyjaciele i wspólnikiem Paulo, który zakochał się w Róży i zrobi wszystko by ją mieć. Dosłownie wszystko. Dokładnie jak Kamil, aby mieć udziały w firmie. Oczywiście rozmawiali po portugalsku, wiedział bowiem, że nikt, oprócz Anny ich nie zrozumie.
- Co to za planowana ucieczka przyjacielu ?
- Zapłaciłem dyrektorowi placówki szpitalnej, aby ich zamknął.
- W zwykłym szpitalu ?
- Nie. W szpitalu psychiatrycznym.
- I na jakiej podstawie je zatrzymają ?
- Są niepoczytalne...

Jeden z sanitariuszy zobaczył jak uciekają tylnym wejściem. Zaczął się pościg. Uciekający nie wiedząc gdzie biegną wpadli w ślepy zaułek na jakimś osiedlu. Sanitariusz zakradł się do nich nieco bliżej, szedł za wysokimi krzakami i rzucił puszkę z gazem. Zrobił to tak, że w pierwszej chwili nawet jej nie dostrzegli. Gaz rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Tak szybko jak cała czwórka zasnęła.

Obudzili się w szpitalu, na sali były tylko one trzy. Robert musiał być gdzieś indziej. W innej sali. Były przywiązane do łóżek i pod kroplówkami. Sala była biała. Łóżka tak jak w każdym szpitalu. W oknach krata, a więc można je było otworzyć. Weszła pielęgniarka.
- Dzień dobry dziewczęta. Jak się mamy ? Lepiej ?
- Co to za kroplówki ja bym chciała wiedzieć.
Pielęgniarka spojrzała na kartę pacjentki.
- Pani Jaśmino, to jest tylko lek uspokajający. Żeby panie tak tu nie szalały.
- A dokładnie tu, znaczy gdzie ?
- Oj głuptaski. W szpitalu psychiatrycznym, w Choroszczy.
- A może mnie pani odwiązać ?
- Niestety jeszcze nie. Doktor przyjdzie i powie wam wszystko.
Lekarz przyszedł kilka minut po wyjściu pielęgniarki. Dziewczyny były skołowane.
- Dzień dobry, nazywam się doktor Sławomir Kalusz i jestem waszym lekarzem prowadzącym.
- Robert... gdzie jest ? - Róża była najmniej przytomna i bełkotała pytając o Roberta.
- Pan Robert jest na sali obok. A wy moje panie będziecie tutaj we trzy. Komfortowe sytuacja w waszym wypadku.
- Jakim wypadku do cholery ?
- O, pani Jaśmina chyba za mało leku dożylnie dostała. Z moich informacji, jakie otrzymałem, jesteście panie podejrzane o niepoczytalność. Tak więc, zrobimy badania i wszystko wyjdzie na jaw co i jak.
- Że co kurwa ?!
- No właśnie to. To o czym mówię. Dodatkowo u pani jest silna agresja, u pani siostry brak asertywności, nie wiem jak samodzielnie działa w społeczeństwie, a ta pani ma objawy schizofrenii.
- No, o tym to akurat wiemy.
- Robert.. ja muszę... wstać..
- Nie ma mowy. Leżycie tu panie do wieczora. Na chwilę obecną żegnam.
Po czym wyszedł, a one zostały w sali, dalej przywiązane do łóżek.
- Ej. Wiecie co ?
- Co ?
- Siku mi się zachciało...
- Ty to masz moment.
- Robert ? Gdzie Robert ?
- Nie Robert. Moment powiedziałam. Twoja siostra ma przesłychy.
- I najlepszym się zdarza.
Wreszcie przyszła pielęgniarka z obiadem. Uwolniła dziewczyny, ale zamknęła je w pokoju. Przez kilka dni aplikowano w nie litry leku uspokajającego, dawano jedzenie i zamykano w pokoju, gdzie nie było żadnych ostrych przedmiotów, ani nawet kantów. Któregoś razu pielęgniarce wypadła igła z kitla. Taka igła do strzykawki, jeszcze zapakowana. Na szczęście pielęgniarka tego nie zauważyła i wyszła z pokoju, znów je zamykając. Siedziały tak od kilku dni niczym warzywa oglądające bzdety w telewizji. Jaśmina próbowała coś zrobić by wyglądało tak jakby kroplówka ściekła, ale nie do jej ręki. Nie do jej organizmu, tylko nie wiedziała jak to zrobić, żeby nikt nie zauważył. Tu kroplówki zakładane są tak, aby pacjent nie miał możliwości wylania jej tak po prostu. Igła była ocaleniem. Jaśmina przebiła torebkę z kroplówką w ten sposób, żeby nikt nie zauważył. Kroplówkę wylała do małego zlewu. Tak samo zrobiła z kroplówkami dziewczyn. Po dwóch dniach przebijania ich wróciły do siebie. Ale przy personelu szpitalnym zachowywały się jak otępiałe. Kolejny fart był wtedy, gdy wychodząca pielęgniarka tak się spieszyła, że zapomniała zamknąć drzwi. Dziewczyny skorzystały z tego, wyszły nocą na korytarz. Zaczęły szukać Roberta. Klucze były w drzwiach. Dlaczego w szpitalu psychiatrycznym klucze siedziały w zamku ? Było to dla nich w sumie nie pojęte, ale domyślały się, że nie są na oddziale pilnie strzeżonym. Otworzyły pierwsze drzwi sali obok i znalazły tam Roberta. Był kompletnie osowiały. Sala była dokładnie taka jak ich, z tym, że była mieszana. Mężczyźni i kobiety razem. Jedna z nich złapała Anne za rękaw i zaczęła mówić o straszącym tu duchu, który przewraca krzesła, otwiera drzwi i okna i, że nazywa się Maja. Kiedy tak opowiadała okno się otworzyło mimo, że wiatru nie było. Zobaczyły, że w tym oknie nie ma kraty. Róża podeszła do okna.
- Piętro.
- Pierwsze ?
- Tak.
- Damy radę.
- Jak ?
- Bierzcie ich prześcieradła i związujcie. Tylko cicho.
- Jaśmina. To nie jest film. - oburzyła się Anna.
- Anka, albo jesteś z nami, albo siedź tu sobie jak ci tu dobrze.
Siostry wiązały prześcieradła, a Anna próbowała jakoś dotrzeć do Roberta. Zaczynało mu coś świtać.
- Do czego to przywiążemy ?
- Do nogi łóżka.
Zawiązały. Rozejrzały się czy nikogo nie ma za oknem. Było ciemno. Nikogo nie było widać. Spuściły prześcieradła, które łatwo zabrali tym zombie. Jeden z nich chodził w koło sali, jakaś kobieta opowiadała o duchu, a jeszcze jeden sikał do swojego kubka.
Najpierw Jaśmina zeszła w dół. Poszło łatwo. Następnie Anna. Później Robert na pół przytomny, ale zszedł i zaraz za nim Róża. Pobiegli do płotu. Nie byli na oddziale dla osób niebezpiecznych, więc odgradzał ich od świata tylko płot, na który łatwo wejść i z niego zejść. Przeszli przez niego. Chodząc po mieście nocą w szpitalnych ubrankach zwracali na siebie uwagę kilku lekko pijanych przechodniów. Zauważyli balony. Właśnie je nadmuchiwano, aby rano mogły być gotowe do startu. Miał być pokaz balonów. Wyczytały to z plakatu przed wejściem na polankę, na której zapewne ma odbyć się cała impreza.
- W tym nie uciekniemy. - zwróciła się do reszty Jaśmina.
- W czym ?
- W szpitalnych wdziankach. Nikt nas nawet stopem nie weźmie, a przypominam, forsy nie mamy.
- Co proponujesz ?
- Może lot balonem ?
- Jak to balonem ? Oszalałaś siorka ?!
Nagle kilkanaście metrów za sobą usłyszeli krzyki "znajdźcie ich!"
- Szukają nas. Uciekajmy !
Wszyscy posłuchali się Jaśminy i pobiegli w stronę jedynego nadmuchanego już balonu. Weszli do kosza i zaczęli zrzucać balast, uprzednio jeszcze odczepiając linę od kosza. Organizatorzy, kiedy tylko zauważyli unoszący się w górę balon z pasażerami w koszu, krzyczeli stop, wracać. Ale żeby tu ktoś umiał sterować balonem...
Lecieli tak kilka godzin, dość wysoko i szybko, po czym zaczęli opadać. Lecieli coraz niżej i niżej. Podziwiając widoki i czekając, aż się rozbiją.
- Fajne widoki.
- Tak fajne, ale co teraz przywódco ?
- Ja ?! Przywódco ? To była tylko luźna propozycja z tym balonem, to wy jak oparzeni wskoczyliście do kosza.
- A umie ktoś tym sterować ?
- Oczywiście siostrzyczko... wszyscy mamy kurs pilotażu balonem. Ja wiem tyle, że jak chcemy obniżyć lot, musimy przekręcić palnik i zmniejszyć dopływ ciepła. To chyba tak działa ?
- Chyba tak. A co jeśli zahaczymy o jakieś drzewa ? Lecimy nad lasem.
- Słusznie zauważyłaś Anno, nad lasem, dzięki czemu gubimy pościg, a jak zaczepimy, to po drzewku w dół.
- A myślisz Jaśmino, że to takie proste ?
- Nie, ale próbuje nie wpaść w panikę.
- Czemu co się stało ?
- Różo, powiedz swojemu chłopakowi, że właśnie zaczęliśmy spadać w dół. I chyba zaraz rąbniemy o ziemię.
Faktycznie, podczas tej małej polemiki nikt nie zauważył, oprócz Jaśminy, że zaczęli spadać. Nie rozbili się. Wylądowali na jakiejś łące. Wyszli z kosza i poszli poszukać jakiegoś punktu zaczepienia, by dowiedzieć się, gdzie są. Znaleźli się na jakiejś wsi. Musieli się przebrać. Przeszli wieś i ukradli ze sznurów kilka ciuchów. Wyglądali nie najgorzej. Poszli do dalszej wsi. Rano zapytali, gdzie są. Okazało się, że blisko granicy, zapytali czy da się dostać na Ukrainę tak, żeby nie było tego widać ? Kobieta, jeszcze dość młoda, wskazała im chałupkę mężczyzny. Powiedziała by z nim pogadać. Za tą przysługę oddali to co mieli, czyli zegarek Roberta. Dostali się na Ukrainę. Mężczyzna wprowadził ich w las, podszedł do jednej budki, w której siedziało dwóch stróży, pogadał z nim i pokazał zegarek Roberta. Pokiwali głową, podali sobie ręce i pozwolili im przejść przez granicę.
Musieli uciekać i szukać Maćka. Niestety stan zdrowia Róży zaczął się pogarszać, a dokładniej jej wzrok. Zaczęła nagle ślepnąć na jedno oko. Doszli do miasteczka. Sprzedali tam łańcuszek Róży, żeby mieć na bilet do miejsca prawdopodobnego pobytu Maćka, czyli w okolice hotelu, w którym miał się zatrzymać. Jadąc pociągiem Róża całkiem przestała widzieć na prawe oko. Gdy dojechali i wysiedli na stację, zaczepiła ich kobieta, zauważając, że z Różą nie wszystko dobrze. Powiedziała im, że znachorka może im pomóc. Pokierowała ich do wsi w przeciwnym kierunku, niż ten w którym mieli iść. Ale jej zdrowie również było ważne. Doszli do wsi i szukali domku z drewna z czerwonym, ale drewnianym dachem. Znaleźli tylko z pomarańczowym. Nie pomylili się, to był domek starszej pani ubranej na czarno, lekko puszystej i przygarbionej. Leczyła ziołami oko Róży. Okład musi nosić kilka godzin, tak więc muszą zostać do wieczora. Znachorka widzi, że czegoś się boją i szybko chcą coś załatwić.
- W czymś jeszcze wam pomóc ?
- Widziała pani tutaj jakiegoś nietutejszego młodego faceta z długimi włosami ?
- Nie, ale widziałam z dredami.
- A powie nam pani, czy byłaby możliwość zatrzymania się gdzieś tutaj ?
- Tak, w pobliskiej wsi, gdzie mieszka pan z dredami, znaczy on też nie tutejszy, jak wy.
Kiedy okład zaczął działać, a Róża odzyskała wzrok, był już wieczór. Wszyscy podziękowali za pomoc i poszli do sąsiedniej wsi zapytać o nocleg. Tam ku ich zaskoczeniu zobaczyli kogoś podobnego do brata Roberta. Robert od razu uściskał jegomościa. Okazało się, że to właśnie Maciek.
- Maciek ? Rany, nie poznałam cię. - Jaśmina rzuciła mu się na szyję i za nic nie chciała go puścić. - Dlaczego masz dredy ?
- Nie wiem. Jak tylko odzyskałem przytomność to już je miałem.
- Teraz wiem, czemu policja cię nie znalazła. Mimo, że cały czas tutaj jesteś. Dotarłeś w ogóle do hotelu ?
- Nie, nie udało mi się to. Dobrze, że mnie nie znalazła. Stary ja nie mam żadnych dokumentów przy sobie. Zamknęli by mnie od razu.
- Jak się akurat tu znalazłeś ? Z tym na głowie ? Co się stało ?
- Kobieta, która zaproponowała mi pracę, podstępem mnie zwabiła na Ukrainę. Dostałem w łeb, gdy szliśmy niby tam, gdzie miał stanąć dom i obudziłem się bez dokumentów, auta nie było, rzeczy nie było, a ja obudziłem się w lesie, tu niedaleko. Gospodarz mnie wziął do siebie w zamian za to, że będę u niego pracował. Ale widzę, przyszła odsiecz, która mnie stąd zabierze, tak ?
- Nie do końca braciszku. My też mamy przesrane.
Robert mu wszystko opowiedział, a dziewczyny poszły spać. Zaraz po nich bracia też zasnęli. Następnego dnia Maciek zabrał Jaśminę na spacer.
- Pięknie tutaj, tak zielono.
- Tak to prawda. Mały raj.
- Jest cudownie. Ale chyba chcesz mi o czymś powiedzieć. Widzę, że coś cię gnębi.
- Im szybciej powiem, tym lepiej.
- Mów.
- Więc nie obudziłem się w lesie. Tylko w jakimś domu w piwnicy, więziła mnie ta kobieta. Zaczęła mnie uwodzić po kilku dniach. Byłem tak skołowany, głodny, ledwo przytomny, chyba czegoś dosypywała mi do jedzenia, jakie przynosiła. Uwiodła mnie, ale przysięgam to był tylko raz. Nie byłem sobą, na prawdę. Znów mi coś podała, bo obudziłem się pod drzwiami znachorki, która pomogła mi, dała mi jakieś odżywcze paskudztwo i posłała tutaj, gospodarz zgodził się mnie przyjąć do czasu, aż mnie znajdziecie.
Róża nie mogła w to uwierzyć, Maciek ją zdradził. Mimo wszystko ją zdradził. Nie mówiła nic, szła obok niego i milczała, on też milczał. Kiedy oni byli na spacerze, Robert postanowił pomóc gospodarzowi, Anna została w domu z Różą. Wypatrywała kogoś przez okno.
- Nareszcie.
- Co takiego ?
- Zobaczysz.
Po tych słowach w domku gospodarza zjawił się Kamil.
- Witaj skarbie. Różo poznaj, to mój mąż, Kamil.
- Jak to twój mąż ?!
- Tak to właśnie. To wszystko to był jeden wielki podstęp, żeby was tu zwabić, stąd łatwiej cię zabierzemy do Brazylii.
- Zabierzemy ?!
Róża nie miała szans się bronić. Anna chwyciła jej ręce i odchyliła do tyłu, a Kamil przyłożył jej nasączoną chusteczkę do nosa. Usnęła.
Kamil zabrał nieprzytomną dziewczynę do samochodu, drugi samochód, który kupił tutaj, samochód Maćka, dał dla swojej żony, żeby wraz z siostrą Żanetą, która podawała się za Halinę Slavica wróciły do Polski, aby dalej szukały dokumentów. Sam pojechał na lotnisko, tam wsiadł do samolotu z ledwo przytomną Różą i polecieli do Brazylii.

- Jak mogłeś ?
- Przykro mi, ale to nie byłem ja.
- Niby byłeś taki zmęczony, ale bzykać to ją dałeś rady. I co ? Ładna była ?
- Skarbie to nie tak. Nie zrobiłbym tego z własnej woli. Jak z kimś jestem, to jestem. Jest mi naprawdę przykro, że cię skrzywdziłem, choć nie całkiem świadomie, miej to na względzie.
Jaśmina była załamana. Ale postarała się uwierzyć Maćkowi. Starała się mu wybaczyć. Usłyszeli wołanie Roberta.
- Maciek ! Maciek !
- Co się stało ?
- Jest z wami Róża ?
- Nie. W domu była z tą Anną.
- Nie ma ich w domu, na podwórku, u znachorki. Przepadły.
- Znowu się zaczyna. Jak nie jeden to drugi ? Co się do cholery dzieje ?
- Jaśmina, myślisz, że to faktycznie mógł być Kamil ? Że to jego sprawka ?
- Chyba uwierzę już we wszystko. Popytajmy ludzi, może coś wiedzą.
Chodzili pół dnia i szukali dziewczyn. Jaśmina bardzo się martwiła. Obie zniknęły. Jak groził jej kuzyn. Ale czy to naprawdę możliwe ?
- Musimy jakoś wrócić do Polski, zawiadomić policję i zgłosić tego Kamila. On jest podejrzany o to wszystko. A ty słońce powinieneś zgłosić tą całą Halinę, porwała cię w końcu. Kto wie, czy teraz nie zrobiła tego z Różą ?
- Wiecie, że ta Anna jest podobna do tej niby Haliny.
- Sugerujesz coś braciszku ?
- Jeśli pomyśleć pod tym kątem to można by to powiązać. Słuchajcie. Kamil i jego sekretarka. Ona tak całkiem przypadkiem ? zna portugalski. Wie o czym rozmawia jej szef i nie zgłasza tego na policję ? Mówi nam o tym, kiedy przychodzimy, tylko wtedy, nie ostrzega nas wcześniej choć rzekomo wie, gdzie mieszkamy. Porwanie. Kobieta, która cię uprowadza jest podobna do Anny. Teraz znika Anna i moja siostra. Myślicie, że to ma to jakiś sens ?
- Dziewczyno, my ukradliśmy balon, już nic nie ma sensu ! Trzeba dobrać się do dupy Kamila.
- I co mu powiesz ?
- Nic. To on mi będzie się spowiadał po tym co mu zrobię !

Samolot wylądował. Róża nie wiedziała gdzie jest. Widziała tylko, że na Polskę, w żadnym wypadku to nie wygląda. Ludzie dziwnie się na nich patrzyli. Zatrzymała ich ochrona lotniska. Kamil pospiesznie wyjaśnił, że jego siostra źle znosi podróże samolotem, zwłaszcza, że jest osłabiona po chorobie. Wyszli z lotniska. Na ulicy czekał na nich duży samochód. Czarny, z przyciemnianymi szybami. Wsiedli i odjechali. Kierowca zawiózł ich pod duży dom z ogrodem i kilkoma fontannami. Weszli do środka. Białe ściany, złocenia, marmur i kość słoniowa, były wszędzie. Drogie drewno. Meble w stylu nowoczesnym prezentowały się w kolorach czerni i czerwieni. Fotele były białe ze złotymi ozdobami. Poręcz schodów była zdobiona kością słoniową. Wszystko takie piękne i bogate. Służąca zaprowadziła odzyskującą przytomność i świadomość Róże, do pokoju na piętrze. Łoże z baldachimem było ogromne, zaraz obok było wyjście na balkon. Była wielka garderoba. W niej kilka sukienek i innych ubrań, także buty, w małym dość rozmiarze, jakby wprost na jej nóżkę. Ściany były w kolorze jasnego fioletu. Z domieszką szarych, jasno szarych, delikatnych pionowych paseczków, które były namalowane do połowy ściany, na środku był gruby, ciemno szary poziomy pas, na nim były fioletowe wzorki. Owszem, wygląd pokoju przypadł jej do gustu, białe meble podobały się, ale gdzie u diabła była ? Zmęczona, przegrała walkę z samą sobą i położyła się na tym wielkim łożu, na chwilkę, zdrzemnąć się tylko. Zasnęła na kilka godzin.
W tym czasie Kamil i Paulo omawiali ważne dla siebie sprawy. Siedzieli przed domem na wielkim tarasie.
- Po ślubie, dasz jej dokument do podpisania, z którego wynika, iż zrzeka się praw do udziałów firmy.
- Skąd mam mieć pewność, że to właśnie ona ma mieć udziały ?
- Znam testament jej ojca. Nie było to łatwe, ale wystarczyło kogoś zmusić do powiedzenia mi o nim. Zapisał w nim, że jeśli wyjdzie za mąż dostanie swoją część, jeśli jej siostra wyjdzie za mąż za kogoś innego, niż ten, kogo znalazł dla niej ojciec, to właśnie Róża dostanie resztę udziałów.
- Ale pewności nie mam. Znajdź w końcu te dokumenty. Wtedy odsprzedam ci jej udziały, których się zrzeknie, na moją korzyść.
- Moja żona i jej siostra ich szukają.
- Jak dostanę papiery, dam jej dokument do podpisania. Przyjdziesz na ślub mam nadzieję ?
- Oczywiście. Z chęcią zobaczę, jak nie mając pojęcia co się dzieje wychodzi za mąż. Z większą popatrzę, jak podpisuje dokumenty zrzekając się swych udziałów.
- Jakim sposobem je podpisze ?
- Powiem jej, że jeśli tego nie zrobi, nigdy się stąd nie wydostanie.
- I tak się nie wydostanie.
- Ale ona o tym nie wie.


Głosuj (0)

Sova 18:07:35 24/06/2013 [Powrót]









Info


Strona Główna
Było Was tu: 69462



Księga Gości


Księga Gości
Wpisało Się: 0
Dodaj do Księgi


O mnie



Poganin jestem! Poganin!
Dwurogie chwalę księżyce!
I lutą słowiańską Panię,
Marzannę-Bogurodzicę!
Jeśli chcesz Dodaj do Ulubionych


Kontakt






Link's


Ciekawe strony
Angry Birds
Rock i Metal po Polsku
From Hell
Rebel.tv
Macfra84 - You tube
WOLNE MEDIA
Metallica
Metallica
Metallica PL
Metallica ART
Metallica TV
Metallica VEVO Official
Muzyczne
Coma
Korpiklaani
Apocalyptica
Sabaton PL
Rootwater
Hunter
Jelonek
My Riot
My Riot
My Riot Facebook
My Riot You Tube
Pomóż !!
Pusta Miska
Humanitarni
WOŚP
Radia internetowe
Eska Rock
Sklepy internetowe
Dracula Clothing
Rock Metal Shop
bookiatryk.pl
Chocolissimo
SŁOWIANOWIERCY
Słowiańska Wiara
Rodzima wiara
RadioWid
To Było...


2013
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Grudzień
Listopad
Październik
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2011
Grudzień
Listopad
Fav's









Music


życiowo i trochę mniej na temat ;) o wierze w dawnych Bogów.